2026-09-26 Regaty kajakowe na Sosinie (923)

Jak co roku o tej porze uda się coś wygrać może…?   Kopiuj wklej tak jak rok wcześniej 🙂Po dziewiątej wstawiamy się nad jeziorkiem Sosina w Jaworznie. Chcieliśmy być później bo bycie wcześniej i tak nic nie zmieni, ale w związku z tym że pomiędzy Jaworznem a Bukownem zamknięta jest droga prowadząca obok Sosiny. I nawet nawigacja googlemaps każe nam jechać od strony Bukowna, czyli około 20 kilometrów dalej. Na szczęście co nieco śledziłem zamknięcie tej drogi w związku z tym że co poniedziałek poruszałem się po niej więc dojechaliśmy wbrew nawigacji i udało się. Nie udało się to jednak sporej grupie zapisanych na wyścig ludzikom. To okazało się na linii startu na której stawiło się po trzy osady z każdej kategorii, a tylko w jedynkarzy męskich było siedmiu. Także tylko oni muszą się ścigać, a wszyscy inni i tak mają już gwarantowane podium :-). Według listy zgłoszeniowej a rzeczywistej linii startu nie dojechało jakieś osiemnaście osób 🙁 Ich strata bo gdy my dojeżdżamy kajaki już czekały, i jak w poprzednich latach należało tylko wybrać, choć wybór to raczej tylko koloru bo kajaki prawie tylko jednego typu. Stabilne ;-). Dla odmiany, w tamtym roku był czerwony, wybieramy dziś niebieski i czekamy przy herbatce na oficjalne rozpoczęcie imprezy. To następuje dwadzieścia minut przed startem. Pogoda piękna , choć z każdą chwilą nieco silniej wieje wiatr. Boczny wiatr, więc w tym roku znowu będzie nas znosić :-(.

Startujemy około jedenastej i ciśniemy ostro pomiędzy dwoma kajakami osad walczących o najwyższe miejsca. dostajemy dwa strzały wody z pełnych łyżek- wioseł sportowych tych kajaków, a przed dziobem robi się fal i klin który wdziera się nam w kajak. Nieco zwalniamy by aejść z tego klina. Udaje się, więc gonimy tych przed nami. Póki co jesteśmy pierwsi w swojej kategorii (mikst), ale znowu znosi nas w lewo, tak jak rok temu. Znowu  jedna ręka bardziej się umęczy :-(. Jeszcze przed wyspą dogania i przegania nas inny mikst, ale wstydu raczej nie ma, bo pani z załogi w ubiegłym roku zdobyła wicemistrzostwo świata w osadzie kobiet masters. Do nawrotu za wyspą utrzymujemy obecną kolejność. Przed nami dwie dwójki męskie, mikst i jedynka męska. Za nawrotem lekko pod wiatr i wiosłuje się jakoś lepiej. Widzimy gdzie jesteśmy, a za nami tylko jedynki z których dwie męskie wyprzedzają nas przed minięciem pierwszego okrążenia, czyli tak jak w tamtym roku kolejności, a dwójki w bezpiecznej odległości za nami, może nawet cyknę jakieś zdjęcie, ale to raczej przy drugim okrążeniu. Znowu pod górkę i spychani przez wiatr w lewo, ale do końca nie dajemy się już dogonić nikomu choć próbuje nas przejść zwyciężczyni kobiecych jedynek. Bezskutecznie. Do mety dopływamy jako siódmy kajak, drugi w naszej kategorii. Jestem zadowolony.

Teraz na ciepło bogracz i czekamy na zakończenie choć na wodzie trwa jeszcze skrócony wyścig rodzinny, a po nim już szybko. Najpierw medale pamiątkowe dla każdego uczestnika, później nagrody dla pierwszych trójek w każdej kategorii. Na końcu wyróżnienia za wyścigi rodzinne. Jeszcze tylko pamiątkowa grupowa fotka, no i po imprezie i do zobaczenia (mamy nadzieję) za rok 🙂

Poniżej filmik i skromna galeria