2026-08-29-30 OSK Ruda (921)

Po piętnastu latach wróciłem wraz z żoną i wnukiem, jako osobami towarzyszącymi na Ogólnopolski spływ Rudą. Z ciekawości 😉

Po piętnastu latach wróciłem wraz z żoną i wnukiem, jako osobami towarzyszącymi na Ogólnopolski spływ Rudą. Z ciekawości 😉

Po chłodnej nocce spędzonej nad zalewem Cedzyna, z samego rana ruszam na szybkie zwiedzanko Kielc (a na serio, dwóch miejsc które chciałem zobaczyć), po którym będę próbował przepłynąć się po rzece Bobrzy – po 29 latach ponownie.
Lubrzanka dopływ Czarnej Nidy (P) Całkowita długość (35,77 km.) Przepłynąłem pod prąd ujściowe półtora kilometra rzeki i nazad na zalew Cedzyna . Niestety za zaporą zalewu nie natrafiłem na odpowiedni stan wody 🙁 …

Dziś dzień przeznaczyłem na zdobycie ostatniego szczytu Korony Gór Polski którym była najwyższa góra Gór Świętokrzyskich – Łysica. Wprawdzie to najniższy szczyt ze wszystkich 28 składowych Korony, bo mierzy ledwo 612 mnpm. ale moja droga na jego wierzchołek wyniosła jedenaście…

Po upalnej sobocie, korzystając z niedzielnego, prawie dziesięciostopniowego ochłodzenia postanawiam przepłynąć się Małą Panwią. Do czego to doszło że człek by popływać woli ochłodzenie od ciepłoty 😉
Prądnia – dopływ Baryczy (L) Całkowita długość (ok 34 km.) Przepłynąłem pod prąd ujściowy kilometr rzeki i nazad . Niestety w drugą stronę nie natrafiłem na most z odpowiednim stanem wody 🙁 Prądnia

Tegoroczne wakacje nie są wymarzonymi dla wielu ludzi, a właściwie to pogoda tych wakacji pozostawia wiele do życzenia, tak więc zapowiedź wyjątkowo pięknego weekendu musiała mnie skusić do jakiejś aktywności. Najlepiej kajakowej.
Powoli kończy się mój średnio udany urlop, od wtorku wybierałem się na Skawę, ale wciąż zasypiałem. Dziś ustawiłem zegarek i jadę 🙂

No i tak. Nie mogę sobie znaleźć miejsca po sobotnim przedwczesnym powrocie do domu po dwóch dniach wyprawy planowanej na jedenaście dni. Tym bardziej, że w sobotni późny wieczór zapakowałem na transportowca mały kajak a do środka wszystkie potrzebne rzeczy…

To miała być kolejna z prawie corocznych odbywanych od kilkudziesięciu lat samotnych kajakowych wielodniowych wypraw. Miała :-(. Już sam wyjazd nie odbył się planowo. Miało być w środę po pracy, ale nim zapakowałem kajak i resztę sprzętu nadciągnęła wielka chmura…

Mimo zapowiedzi rekordowych temperatur w ten weekend i alertów RCB w tej właśnie sprawie, korzystając z okazji podwózki gdzieś nad Pilicę, postanowiłem skorzystać i podjechać do Maluszyna w piątkowe popołudnie.

To miał być wyjazd na trzy przedostatnie szczyty Korony Gór Polskich, ale po trasie pojawił się Dunajec. Musiałem to wykorzystać, zwłaszcza, że już od dłuższego czasu chodziło za mną przypomnienie sobie dunajeckiego przełomu 🙂