2027-07-25 Barycz (917)

Tegoroczne wakacje nie są wymarzonymi dla wielu ludzi, a właściwie to pogoda tych wakacji pozostawia wiele do życzenia, tak więc zapowiedź wyjątkowo pięknego weekendu musiała mnie skusić do jakiejś aktywności. Najlepiej kajakowej.

Nie było tylko konkretnego planu gdzie by tu pojechać by nie szurać dnem kajaka po kamolach. Mapy hydrologiczne IMGW pokazywały, że średnie poziomy są na dopływach Baryczy. Tam brakuje mi kilku rzek z wykazu tych dłuższych od pięćdziesięciu kilometrów. Mając w okolicy rodzinę, ruszamy w sobotni poranek. Albo spływ, albo spotkanie rodzinne. Coś się musi udać ;-). Najpierw po kuzynkę i nad rzekę. Prądnia – niezbyt długa i dostępna tylko na wiosnę i pod mostem spod którego kiedyś ktoś płynął pierwsza skucha. Mało wody i same zarośla, nie popłynę. Mam plan b ;-). Rzeka Polska Woda – druga wtopa, zarośla i brak wody. No to trzecia próba. Młyński Rów – znowu nie do spłynięcia. Szkoda czasu na szukanie jeszcze czegoś, jedziemy nad Barycz w Potaszni. Przy drodze kilka samochodów i przyczepa z kajakami. Stąd popłynę, ponownie po dwudziestu siedmiu latach. Jest południe. Rzeka spokojna z ledwo wyczuwalnym nurtem, w miarę czysta i głęboka. Już na drugim kilometrze niezbyt wysoki jazik z otwartą zastawką. Dobrze oznakowane obejście i miejsce dobijania więc obnoszę. (Gądkowice). Kilkaset metrów za przenoską wyprzedzam dwa kajaki – rodzinkę leniwie delektującą się pogodą i wodą. Wodą coraz mocniej pozarastaną rzęsą wodną. Jest tak gęsta, że nie widać śladów przepływających tędy kilka minut wcześniej kilkunastu kajaków. Wyprzedzam ich około dwunastu i jestem przy następnej obnosce. Biała tama z jazem Bolko. Tutaj musowo trzeba obnosić. Schodzę na wodę naprzeciw uchodzącej rzeczki Polska Woda. Jest o tym informacja tablicowa. To jedna z rzek którą nie udało mi się dziś popłynąć. Może pod prąd mi się uda? Próbuję i po stu metrach rezygnuję. Niski prożek i ilość wody przez niego przepływająca, nie zachęcają mnie do przenoszenia w górę rzeki. Rzeki w kolorze kawy z mlekiem. Takiej staworybnej 🙁 Zawracam i po chwili jestem na Baryczy przyglądając się mieszaniu wód, czystej Baryczy z kawomleczną Polską Wodą. Dalej wygrywa kawomleczna, która doprowadza mnie do ujścia Prądni na dwunastym kilometrze. W nią uda się wpłynąć, bo jest woda choć jej kolor bardzo mało zachęcający do pływania. Udaje mi się wpłynąć blisko kilometr pod jej słaby prąd, ale na drugiej lub trzeciej zwałce zawracam, choć woda (jej głębokość) pozwoliły by jeszcze podpłynąć wyżej. Wracam na Barycz by po kilometrze dopłynąć do jazu przy elektrowni Sławoszowice. Znowu obnoszenie, ale tuż przed nim wpływam w jakieś rozlewisko Młynówki Milickiej dosłownie kilkadziesiąt metrów, po wodnych „zaroślach” z których tu i ówdzie wyskakują duże okazy  nie rozpoznawalnych przeze mnie ryb, które pluskają wodę tak, że jestem cały pomoczony. Nie przeżyłem nigdy wcześniej tego typu ataków :-). Uciekam na przenoskę. Jej droga prowadzi pomiędzy stawami z wędkarzami, muzyką i grupkami grillujących nad wodą. Ja również posilam się na nadwodnym pomoście i ruszam w stronę Milicza. Mijam potężny most kolejowy i po niespełna godzinie most najbliższy centrum Milicza. Nie wysiadam, ale zatrzymuję się pod mostem na płyciźnie i kamieniach o których ostrzeżenie widziałem przed mostem. Za mostem spory teren nad rzecznej przystani.  Dalej płynę wzdłuż parku pałacowego w którym można obejrzeć ciekawe budowle z ruinami zamku i Pałacem Maltzanów na czele, czego jednak nie daje się zauważyć z wody i nie ma na brzegach żadnych informacji jak blisko się jest takich atrakcji. Ja je dojrzałem dopiero w chwili opisywania tej wycieczki. Ponad kilometr wzdłuż parku, aż do mostu na ulicy Sułowskiej, za którym kolejny kilometr i wpływa do Baryczy Młynówka Milicka za którą znajduje się podtopiony pomost z przystanią przy ostoi konika polskiego i smażalnią ryb. Kończę tutaj, bo akurat zdzwoniliśmy się z żoną że to będzie dobre miejsce na zakończenie. Sporo turystów, a po konikach polskich tylko ślady odchodowe :-). Miejsce generalnie ładne, ale my odjeżdżamy. Za mną zaledwie 21 km. w pięć godzin.  Jadąc na nocleg, podjeżdżamy jeszcze na most kolejnej rzeki, którą miałem nadzieję przepłynąć następnego dnia. Z tego miejsca można było pływać nawet przy niskim stanie wody, według przewodnika Narcyza Bondyra z 1982 roku, a IMGW właśnie tutaj pokazywały stan średni. Chodzi o rzekę Sąsiecznicę. Niestety pod mostem w Gąskach wody mniej niż po kostki i zarośla, także jutro chyba rodzinna wycieczka rowerowa.

 

(Była) a z dzisiejszej wycieczki kilka zdjęć poniżej.