
Wiosna trwa już blisko miesiąc a ja póki co zaledwie raz byłem na wodzie w czasie jej trwania, pora to zmienić bo po dzisiejszej niedzieli z temperaturą maksymalną 17 st.C , temperatura ma znowu spaść do dziesięciu stopni. Ot taki to kwiecień plecień 🙂Co prawda wczorajsza sobota była dniem ładniejszym i cieplejszym, ale nie mogłem, tak więc dzisiaj z nowym pomysłem trasy po wodach pływanych przeze mnie corocznie ale w zestawieniu dotąd nie łączonym. Ale tylko przeze mnie, bo wiem że wielu ludzi testowało już tą trasę, może tylko ze startem w innym miejscu niż ja. Moje miejsce startowe znajduje się na Czarnej Przemszy, tuż za mostkiem z jazem czterorurowym za skrzyżowaniem Kanału Czarnej Przemszy z rzeką o tej samej nazwie. To tam zwykle przenosiłem kajak podczas spływu od Przeczyc do Będzina. Dzisiejszy pomysł przepłynięcia kawałka rzeki i reszty jeziorka spowodowany był głównie niskim poziomem rzeki i nudą opływania całej Pogorii IV w koło. Wodowskaz Łagisza 118 cm. Tak więc przed jedenastą startuję na przybrzeżnej kępce 🙂
Prawie równą godzinę zajmuje mi przepłynięcie ponad pięciokilometrowego odcinka rzeki, która w tym roku jest zasypana drzewami w stopniu nie widzianym przeze mnie do tej pory. Nie są to na szczęście drzewa sprawiające jakąś trudność pokonania, ale jednak nieco spowalniają moje tempo. Jest kilkanaście bystrzy które w konsekwencji moczą mi nieco tyłek. Na brzegach co jakiś czas wędkarze próbujący coś tam złapać, ale jacyś głucho niemi, żaden nie odpowiada na „dzień dobry” 😉
Niski poziom nie pozwala na dopłynięcie pod sam jaz Pogorii IV, przenoszę jakieś dwieście metrów do jeziora, które dzisiaj o dziwo prawie płaskie. Nie ma wiatru ani fal.
Spokojne dzisiaj jeziorko
Na koronie mnóstwo rowerzystów, rolkowiczów i spacerowiczów. Zastanawiam się, czy nie zahaczyć jeszcze o pobliską Pogorię 3, ale do przejścia byłoby jakieś siedemset metrów w obie strony, a na niebie coraz więcej chmur wieszczących deszcz, tak więc pozostaje Pogoria 4 i jej wschodni brzeg, bo to będzie najdłuższa trasa. Jest tam sporo piaszczystych plażyczek i kilka ładnych widoczków z głównym który umieściłem w tytule. Przystanie jachtowe jeszcze puste, bez jachtów a ja trafiam na fajne miejsce. Fajne bo obowiązuje tu zakaz falowania 🙂
🙂
Płynę najbliżej owego wschodniego brzegu, w ślepą zatoczkę oblężoną przez stada ptaków bojących się o swoje zniesione jajeczka. Hałas że ho ho, nie podpływam zbyt blisko.
Ptasia ostoja
Dalsza trasa i brzegi które są najbardziej oblężone ludźmi gdy jest nieco cieplej, ale i dzisiaj nie brakuje ani wędkarzy ani biwakowiczów, zatoczka z kilkoma skuterami wodnymi. W bardziej odludnym miejscu leży sobie nawet jakaś naga para spleciona w miłosnym uścisku. Leżą bez ruchu więc trudno nawet rozpoznać płeć owej pary. Nie płoszę ich, tak jak nie płoszy ich również starszy pan siedzący pod drzewkiem kilkadziesiąt metrów od nich, usilnie wyciągający szyję by chyba dostrzec u nich jakiś ruch :-). Nie używam w tym miejscu aparatu. Używam kawałeczek dalej, gdzie pan w ładnej audicy woduje akurat kolejny na wodzie skuter wodny.
Wodowanie skutera
Prawie naprzeciw tego miejsca widzę już miejsce mojej (wodnej) mety, ale do niej muszę jeszcze dowiosłować po okręgu ponad kilometr. I jest – kilku stopniowy jaz na kanale Przemszy, przy wyższej wodzie zasilający jezioro wodą z rzeki lecz dziś całkiem suchy.
Suchy kanałowy jaz
Przy nim kończę. Wychodzę na brzeg i wędruję dwieście metrów do pozostawionego niespełna trzy godziny wcześniej transportowca. Rzucam jeszcze okiem na skrzyżowanie wodnych cieków i na moście przez który dziś już przechodziłem, a pod którym znajduje się ten nie zdobyty przeze mnie jaz czterorurowy, nagle przychodzi mi do głowy, że skoro mam tutaj auto, to wreszcie mógłbym pokonać tą przeszkodę kajakiem. Hmmm?
Przeszkoda do pokonania kiedyś tam
Pozostawiam pomysł na zaś, dziś już mi się nie chce bardziej moczyć. 🙂 Blisko 15 km. za mną, na dziś starczy 🙂






