
Nie planowałem tego w tej trasy w tym terminie, ale prawie letnie prognozy i nieoczekiwana propozycja logistyczna „na Racibórz” skłoniły mnie do przypomnienia sobie Odry na odcinku Racibórz – Kędzierzyn Koźle 🙂
I tak punkt jedenasta schodzę na wodę pod mostem na DK 919 na Kanale Ulgi w Raciborzu. Woda niezła (wodowskaz w Miedoni wskazuje 181 cm.) Oka za bardzo nie ma na czym zawiesić bo przyroda zmuszona została do szybkiego przejścia z zimy do wiosny mimo początku marca, na termometrze już ponad dziesięć stopni a będzie jeszcze cieplej. Po godzinie i pokonanych ośmiu kilometrach jest jakiś punkt odniesienia. To nowo budowany most pięć minut przed promem pływającym pomiędzy Grzegorzowicami a Ciechowicami i dzisiaj faktycznie pływający 🙂
Woda fajnie niesie, według tabliczek kilometrażowych stojących dość często na brzegach wyliczam że moje tempo to około dziesięć kilometrów na godzinę. To niezłe tempo zważywszy na jakim kajaku płynę i bez napinki. W przeciwieństwie do twardzieli którzy dwa tygodnie wcześniej w prawdziwie jeszcze zimowej aurze ścigali się tędy, ja sobie na luziku w pełnej wiośnie, a tempo mam podobne ;-). Po kwadransie ujście Rudy. Sporo ptactwa wodnego, wędkarzy i to bez koszulek czyli wiosna w pełni, tylko ja jakiś ciepłolubny w kurtce :-). Kilometry płyną tak szybko jak ja, bo to odcinek rzeki po którym pływałem ostatnio w 2022 roku i wypatrując innych kajakujących dopływam równo po dwóch godzinach do przeprawy Czołgowej pomiędzy Dziergowicami a Przewozem, skąd dwie godziny wcześniej kajakarki popłynęły na Babskim Spływie Kajakowym organizowanym przez Aqua Active , o czym doczytałem dopiero pisząc tą relację :-(. Wszak jutro Dzień Kobiet
Stąd popłynęły
Niespełna godzinka sunięcia bez przeszkód donosi mnie do ujścia Bierawki za którym mijam most łączący Cisek z Bierawą a chwilę za nim opuszczone gospodarstwo, które dawno temu zostało opuszczone przez mieszkańców, zapewne ze strachu przed ewentualną kolejną wielką wodą, a które wydaje mi się posłużyło nam jako przechowalnia kajaków podczas pierwszego mojego spływu tym odcinkiem z kumplami z Jastrzębia Zdroju na początku lat dziewięćdziesiątych, który właśnie w tym miejscu przerwaliśmy z powodu dużej wody 🙁
Za mną trzy godziny wiosłowania, kormorany, czaple, nawet sarenka. Są odgłosy żurawi, znajome (z widzenia) zabudowania, jeszcze kilku wędkarzy i mijających minut po których ukazuje mi się widok mostu na DK 40. Tego przed ujściem Kłodnicy co go widać płynąc Kłodnicą do Odry, czyli już blisko do mety 🙂
Częściej widuję go z drugiej strony
Co ciekawe kawałeczek przed mostem tablica kilometrażowa z liczbą 91, a zaledwie pięć minut później tablica nr. 94. Trzy kilometry w pięć minut? Coś nie halo. Według tablic za mną już czterdzieści kilometrów a aplikacja wskazuje dopiero 36. Coś tu nie gra. :-(. Przypominam sobie że w okolicy mostu jest jakieś starorzecze w które już dawno chciałem zajrzeć, ale jakoś dotąd się nie składało. dziś wpływam w lewą odnogę przepływając obok trójki młodych wędkarzy na brzegu, którym nie przeszkadza moja obecność. Opłynięcie starorzecza to niespełna kilometr, a powrót obok chłopaków jest wręcz przeciwny do moich obaw, bo chłopaki proponują pieczonego w ognisku ziemniaczka. Nie zostaję, bo już mocno odczuwam cztery godziny w kajaku tak na tyłku, jak i na pęcherzu a do mety kilometr.
Przed nawrotem w starorzeczu
Po wypłynięciu ze starorzecza widać już metę do której podążam bez wahania i widzę resztki dymu z ogniska przy którym grzali się uczestnicy/ uczestniczki spływu który skończył się całkiem niedawno, ale nikogo już nie ma. Jedynie pozostawione kajaki na brzegu.
Zbieram się szybko ciesząc się bardzo z udanego spływu podczas którego nie dokuczał mi w ogóle wiatr, a cieszyło towarzyszące cały czas słonko. Super 🙂
Taki ślad trasy






