2025-11-08 Widawa (900)

Prawie jak co roku tydzień po Wszystkich Świętych jedziemy na Wrocław. Więc tradycyjnie w planie Widawa.Majówki nie miałem, czerwcówki też nie, cieszyłem się zatem na listopadowy długi weekend, szczególnie że wczesne prognozy mówiły, że będzie to ładny i dość ciepły czas na wypoczynek. Niestety w przeddzień wyjazdu zapowiedzi pogodowe mówią już tylko o ładnej sobocie :-(. I faktycznie od rana ładnie, choć rześko i z nie miłą niespodzianką. Padł akumulator a pozyskanie nowego opóźnia nasz wyjazd o równą godzinę. Po drodze miejscowość Dobrzykowice słynna z kultowej produkcji filmowej Sami Swoi, Nie ma mocnych i Kochaj albo rzuć, którą już kiedyś odwiedziliśmy, ale ostatnio pojawiła się nowa pamiątka tej słynnej trylogii, którą chcę zobaczyć z bliska.

                                Pawlak z Kargulem przy płocie 🙂

Sześć kilometrów dalej znajduje się most od którego zacznę płynąć Widawę w tym roku. Dwa kilometry powyżej Wilczyc gdzie zwykle zaczynałem płynąć. Startuję o 11,30 ciesząc się z dosyć wysokiego poziomu wody (138 cm. na wodowskazie w Krzyżanowicach). Po dwudziestu minutach mijam most w Wilczycach a za nim rozlewiska z Kanału Granicznego, dzisiaj obstawione przez młodych wędkarzy.

Wędkują

Dalej rzeka mocno się zwęża, trzeba lawirować pomiędzy trzcinami ale jakoś się płynie . Co jakiś czas pokonuję zatory z pociętej trzciny i innej roślinności. W pewnym momencie upewniam się w tym że płynę po wysokiej wodzie. Mijam stanowisko wędkarskie z zatopionym do połowy wysokości krzesełkiem wędkarza 🙂

Taki poziom Widawy

Godzinę po starcie mijam Mosty Bolesława Krzywoustego a po dziesięciu minutach resztki mostu z coraz bardziej rozmytym prożkiem, który jeszcze kilka lat temu obnosiłem, a dzisiaj mogłem przepłynąć bez żadnego problemu. Zresztą następne prożki w dniu dzisiejszym też są prawie nie zauważalne, oprócz jednego przy którym stoi wędkarz, nie widzący nawet jak obok niego pokonuję tą przeszkodę. Zdjęcie tytułowe tego wpisu. Za mną już mosty autostrady A8 i drogi ekspresowej S5. Mijając most drogi wojewódzkiej 359 wiem że już blisko do jazu. Obstawiam czy będzie otwarty czy nie i dobrze, że obstawiałem sam u siebie bo spodziewałem się przenoski, a tu już drugi rok pod rząd poziom wody przed jak i za jazem taki sam. Nie trzeba wysiadać z kajaka 🙂

Ale fajnie 🙂

Słonko oświetla mi drogę, ale jest coraz niżej przez co muszę założyć okulary słoneczne by dobrze czytać dalszą wodę. Płynę jeszcze pół godziny i prawie równo z moją pomocą logistyczną osiągamy most Pęgowski. Dzisiaj tutaj będzie meta mej podróży. Po raz pierwszy nie dopływam do Odry do której pozostało już tylko cztery kilometry. No ale poranna obsuwa czasowa i krótki dzień, a w planach jeszcze odwiedziny wrocławskiego cmentarza, więc muszę tutaj zakończyć po pokonaniu nieco ponad dwudziestu kilometrów tą moją jubileuszową – dziewięćsetną wycieczkę kajakową 🙂No i na mecie

Ślad trasy

Galeria