
Trzeci kolejny i zarazem ostatni tej zimy weekend w którym pojawia mi się okazja na pływanie. Jadę na Wisłę do Kaniowa. Dokładnie jedenaście miesięcy po ostatnim pływaniu tym odcinkiem.
Na start przy przepuście rurowym zawozi mnie żona z wnuczkiem. Szybko zrzucam się na wodę która jest (niby) czterdzieści cm. wyższa niż jedenaście miesięcy wcześniej (wodowskaz Jawiszowice 260 cm.) Piszę niby, bo spoglądając na wodę wydaje mi się nawet niższa niż w tamtym roku :-(. Tuż po dziesiątej startuje, obserwując podchodzące do lądowania na bardzo pobliskim lotnisku bardzo nisko przelatujące nad rzeką, awionetki.
Takie samolociki
Niespełna dziesięć minut i jest ujście Białej, Tu zawsze jest jakieś spojrzenie mówiące o stanie wody. No wygląda nie najgorzej. Pływałem tędy gdy bywało dużo mniej wody. Chodiło mi po głowie by zacząć spływ na ujściowym odcinku Białej, ale zwarzywszy na sporo jazopodobnych bystrzy przy ujściu w tym roku jeszcze się nie zdecydowałem.
Rzeka wydaje mi się jakaś dziwna, spokojna i szara. Mało przyspieszeń, kilka przemiałów i bystrzy, mało ptaszków za to piękna pogoda. Siedemnaście stopni na plusie w połowie marca. Czasem trochę mocno wieje, ale na tym odcinku Wisła jeszcze sporo meandruje, tak więc wiatr czasem w twarz, ale bywa i w plecy więc spoko. Po pięciu kwadransach pojawia się widok niebieskiej, stalowej kładki łączącej oba brzegi rzeki a tuż za nią szeroka i czysta , spławna rzeka. Po pięciu latach zniknął wreszcie zator pokonanie którego zabierało trochę czasu i siły. Fajnie. Kolejne pięć minut i kończy się pływanie w ciszy bo zbliżam się do nowej drogi ekspresowej S1. Już czynna więc słyszalna.
Na chwilę oddalam się od drogi wijącą się rzeką, by po dwudziestu minutach dopłynąć do mostu w miejscowości Góra przed którym w minionym roku zadziało się coś przez co powstało małe bystrze, a brzegi wyłożone zostały płaskimi kamiennymi płytami co zaprezentowałem na zdjęciu profilowym tego opisu. Za Górą dwadzieścia pięć minut i znowu jestem przy S1, a właściwie pod drogą, bo jest nowy most. Nie wiem co za moda, że każdy nowy most obudowany jest setkami metrów sześciennych ładnych desek, tak by jadąc autem nie można było zobaczyć wody. Nie rozumiem tego :-(.
Ponad godzinę zajmuje mi płynięcie po nie zmienionym krajobrazie by po dojrzeniu prawdziwych śladów wiosny, czyli bazi na drzewie dotrzeć do kolejnego mostu szybkiej drogi nr 44 będącej łącznikiem S1 z obwodnicą Oświęcimia, tuż za ujściem Pszczynki.
Po kolejnych dwudziestu minutach mijam ujście Gostynki i wpływam w obszar najgęściej obsadzonych wędkarzami brzegów. Momentami trudno wybrać właściwą drogę, by nie zaplątać się w żyłki. Nie słyszę czy klną na mnie czy nie, bo puściłem sobie muzykę by przyjemniej się wiosłowało. Jeszcze kwadrans i ukazują się na horyzoncie bieruńskie mosty z których pierwszy – drogowy będzie moim metowym dzisiaj. Ale to że będzie metą, nie znaczy że to dla mnie koniec wycieczki. Muszę się dostać do transportowca pozostawionego przez żonę pod miejscowym dworcem PKP. Prawie półtora kilometra od rzeki. Pomyślałem że zostawię kajak pod mostem i szybko skoczę po samochód, ale podmostowe miejsce wyglądało na często odwiedzane przez różnych ludzi, no i akurat gdy szykowałem się do marszu, pojawiła się jakaś parka obserwująca mnie i rzekę.
Takie miejsce podmostowe
No i nie pozostało nic innego, jak zarzucić kajak na ramię i pomaszerować pod dworzec. Dystans 1,52 kilometra pokonany w prawie dwadzieścia siedem minut no i teraz dopiero kończę wycieczkę. 🙂
Maszeruję na koniec wycieczki 🙂








