2026-02-28 Ścinawka-Nysa Kłodzka (904)

Już od dłuższego czasu chodziło mi po głowie by wreszcie rozpocząć mój 44 sezon chociażby na mojej Brynicy, ale nie zmobilizowałem się. Jednak nagły wzrost temperatury i co za tym idzie wzrost poziomów wody skłoniły mnie by to właśnie poczynić w tą sobotę 🙂

Korzystając z warunków hydrologiczno – pogodowych i chęci żony by mi pomóc logistycznie zacząłem na szybko wymyślać alternatywę dla mojej Brynicy którą można spłynąć prawie zawsze. Od razu przyszła mi do głowy Ścinawka o którą pytałem grupy kajakowe na Facebooku w ubiegłym roku i jedyne co się dowiedziałem to notoryczny brak wody. Nic o tym że ktoś tamtędy pływał. Widząc że poziom wody jest o blisko metr wyższy niż latem pomyślałem, że zaryzykuję wyjazd nad Ścinawkę. Jest to jedna z trzydziestu jeden rzek z wykazu obejmującego blisko dwieście dziesięć dłuższych niż pięćdziesiąt kilometrów, której jeszcze nie przepłynąłem. Jedziemy z samego rana, by po trzech godzinach, równo o godzinie dziesiątej zwodować się na Ścinawce tuż za dawnym kratownicowym mostem kolejowym w Tłumaczowie niespełna pół kilometra od granicy z Czechami

                                                                                                                           Startuję

Rzeczka jak to w Kotlinie Kłodzkiej – górska, choć dość spokojna, nie typowa biała woda. Poziom wody na wodowskazie w Gorzuchowie (tym bliżej mety) 82 cm. Według mnie stan optymalny dla przyjemnego kajakowania. Kilka razy przytarłem dnem o kamienie, ale było ok. Co chwilę delikatne bystrza, brzegi momentami to skały na których rosną drzewa, wiele mostów i ptactwa wodnego. No i okazuje się że blisko trzy miesięczna przerwa od wiosła wytrąca z rutyny przygotowań. Nie zabrałem okularów słonecznych a na prostych odcinkach rzeka strasznie razi mnie odbijanym słońcem, akurat na bystrzach, ehh.   Płynie się dosyć szybko i przyjemnie obserwując krążące wokół kaczki a czasem kormorana, mijam Ścinawkę Górną, Średnią by po stu minutach od startu dopłynąć do pierwszej przeszkody wymagającej przenoszenia, To jaz w Ścinawce Dolnej.                                                                                                                    Przenoszenie

Akurat tej przeszkody spodziewałem się już od kilku minut, bo zagadała mnie pani na brzegu pytając czy płynę do wodospadu? :-). Mie spodziewałem się natomiast że już po kwadransie napotkam drugą, podobną przeszkodę wymagającą przenoski. Na odcinku pomiędzy zastawkami napotkałem dużą ilość gryzoni wodno-lądowych – piżmaków amerykańskich. Najpierw stadko dwóch lub trzech wyskoczyło z brzegowej nory wskakując do rzeki tak szybko, że nawet nie zdążyłem włączyć aparatu, po czym zauważyłem jednego siedzącego na brzegu i gapiącego się na mnie. Akurat spokojna woda , ucieszyłem się na spoko zdjęcie a tu aparat nie odpalił. Skończyła się bateria 🙁 . Nim wymieniłem, osobnik stracił cierpliwość i wskoczył do wody, a patrzeliśmy sobie w oczy z odległości dwóch metrów. Pech. Po kilku minutach trafiłem na pływające i to jeden na drugim więc może pora miłości i jednego na brzegu, a w oddali widziałem jeszcze kilka pływających. Taka sytuacja 🙂                                                                                                                 Ten pływający

Za chwilę przenoska po której po pięciu minutach Ścinawkę zasila lewy dopływ – Włodzica. Od teraz już troszkę szerzej i po kolejnym kwadransie wodowskaz którym sugerowałem się wybierając się na dzisiejszą wycieczkę.                                                                                                     Wodowskaz w Gorzuchowie (82 cm.)

Spotykam też żonę która podaje mi okulary, więc słońce już nie będzie moim utrapieniem, choć będąc już coraz wyżej, coraz mniej mi przeszkadza. Rzeczka za przenoską trochę przyspiesza i niesie mnie dosyć szybko doprowadzając do trzeciej, ostatniej przenoski na Ścinawce którą widać na obrazku tytułowym tego wpisu. Za mną trzy godziny spływu który zakładałem na 5-6 godzin czytając o przeszkodach których nie napotkałem. Mam wrażenie że za trzecią przenoską rzeczka płynie jeszcze szybciej, na tyle szybko, że całkiem niespodziewanie po czterdziestu minutach dopływam do wartko płynącej Nysy Kłodzkiej.                                                                                                                       Nysa Kłodzka

Godzina jeszcze młoda, szybkie doczytanie gdzie mogę dopłynąć i po konsultacji z żoną spacerującą sobie po Kłodzku umawiamy się w oddalonym o czternaście kilometrów Bardzie. Skusiłem się na to czytając opis sztucznej inteligencji o jednej przenosce, przed którą miałem kończyć dzisiejsze pływanie, gdyby trwało dłużej i o ładnym odcinku Nysy wijącej się przez Przełom Bardzki. Po kwadransie jestem przed jazem, którego nie miałem dzisiaj już przenosić, zważywszy że na prawym – skalistym brzegu wyjść się nie da, a lewy też nie jest super łatwym do wyjścia. Pamiętałem że wyjścia na przenoskach na tej rzece nie należały do najfajniejszych podczas mojego ostatniego pływania tą trasą. Trochę gimnastyki i udaje mi się wygrzebać na brzeg. Po wizji lokalnej dochodzę do wniosku, że to było słuszne posunięcie bo skok dosyć wysoki. Powrót na wodę też nie najłatwiejszy bo po murku wysokim na jakieś 2,5 metra. Na szczęście trochę uszczerbionym, dzięki czemu udało się zejść. Przerwa na bułeczkę w promieniach pięknie grzejącego słonka i mogę ruszać dalej.                                                                                                              Taka przeszkoda

Zaraz za przenoską, na wyspie znajduje się zakład który najpewniej zaznał ogromnych szkód podczas powodzi sprzed półtora roku, na brzegu mnóstwo śmieci, przewrócony wrak jakiegoś auta, chyba malucha. W innym miejscu stoi stara Warszawa a dalej niszczejący Polonez. Nysa płynie pośród skał na których do tej pory widać jak wysoka woda czyniła spustoszenie. Tak na oko z osiem metrów wyższa była ta powodziowa woda 🙁                                                                                                           Ślady wysokiej wody 🙁

Dzisiejsza woda wysoką nie jest (w Bardzie 76 cm.) a i tak ładnie mnie niesie, z wyjątkiem miejsc w których na długich prostych wieje mi mocno w twarz mój odwieczny kajakowy nieprzyjaciel ;-). Mijam ładne skały ze skałą Napoleona na czele i dopływam do miejscowości Morzyszów w której na niektórych budynkach do tej chwili widać jak wysoko sięgała wysoka woda, niektóre budynki w ruinie, inne są remontowane, ale generalnie smutny widok :-(. Jeszcze dwa zakręty i na końcu długiej, ponad kilometrowej prostej widzę coś co z daleka kojarzy mi się z kajakarzami, może pontoniarzami co w rzeczywistości okazuje się bojami ostrzegającymi przed przeszkodą, którą jest kolejny elektrowniany jaz w Oplonicy. No tego  dzisiaj w planie nie było już w ogóle ;-). No ale co robić, trzeba obnieść a tutaj nie najgorzej z wyjściem bo nawet brzeg przygotowany takim ala pomostem.                                                                                                                          Obnoszę

Kwadrans później widzę już w oddali Bardo  z krzyżem umiejscowionym na wysokim wzgórzu , a po pięciu minutach przepływam pod miejscowymi mostami za którymi czeka już na mnie żona. No i udało się, zmieściłem się w sześciu godzinach, pokonując dodatkowe czternaście kilometrów i dwa przenoszenia 😉 . Moje rozpoczęcie sezonu okazało się bardzo udane. Nowa rzeka, znana rzeka i dystans czterdziestu kilometrów, Fajnie 🙂                                                                                                                        Bardo

                                                                                                      Ślad dzisiejszego pływania

 

I kilka dodatkowych fotek.