
W ten weekend zaplanowaliśmy zdobycie kolejnych szczytów z Korony Gór Polski, a droga do nich prowadzi przez kilka mostów na kilku rzekach z których jedną chętnie bym sobie przypomniał po kilkunastu latach nieobecności. To Raba. Popłynę przed zdobyciem górki :-).
Tak więc kwadrans przed dziesiątą schodzę na wodę tuż za pierwszym mostem znajdującym się jakieś siedemset metrów za zaporą jeziora Dobczyckiego w Dobczycach. Poziom wody średni – na wodowskazie znajdującym się już za moją dzisiejszą metą – w Proszówkach 116 cm. To stan średni :-). Fajny.
Gdyby zdjęcie robione było z drugiego brzegu, widać by było zaporę.
Po kwadransie mijam most na DK 964 . Po kolejnych dwóch kwadransach ujście Krzyworzeki ;-), za nim co jakiś czas jakieś spokojne bystrze, a tak dosyć spokojna woda. Są łabędzie pływające i fruwające, co jakiś czas jakiś wędkarz stojący po pas w wodzie, próbujący coś tam złapać metodą spinningową. Nie wiem z jakim skutkiem, bo ci to też niemowy 😉
Tak łowią
Mam dosyć ładne tępo, średnio 9 km./h. Na wodzie, ani najbliższym jej otoczeniu nie dzieje się nic specjalnego o czym mógłbym tu opowiedzieć, mijam mosty w Gdowie pomiędzy którymi ładnie zagospodarowane brzegi, wystrzyżona trawka, są też wiaty, bo jest tu przystań kajakowa, a wzdłuż prawego brzegu biegnie trasa rowerowa Velo Raba. Trochę ją kiedyś poznałem, ale bliżej ujścia. Kilometry płyną mi dosyć szybko, i tylko oczu nie mam na czym zawiesić. Piękna pogoda, więc w łatwiej dostępnych miejscach całe rodzinki z dziećmi na pikniku. Są grille, ogniska plażowicze , sielanka i znowu łabędzie 🙂
No i czas i woda niosą mnie tak szybko, że równo po trzech godzinach jestem już przy „plaży nad Rabą” w Chełmie gdzie czeka już na mnie żona.
Jest plaża, za zakrętem czeka żona 🙂
Godzina jeszcze wczesna, woda fajna, ale my w ten weekend wyjechaliśmy w góry a Raba trafiła się tylko po drodze. Dobrze że przypadkiem na dachu miałem kajak ;-).
Dopływam do mety






