2025-12-06 XXXVIII OBWK Rybnik (903)

Oczywiście tradycyjnie w pierwszą sobotę po Barbórce wybieram się na barbórkowy wyścig kajakowy do Rybnika. W tym roku zapisał nas Krystian kompletując trzy załogi. My w dwójce , jego syn Dastin w jedynce i para znajomych jako mikst. O dziewiątej trzydzieści meldujemy się w ośrodku Pod Żaglami nad jeziorem Rybnickim. Od razu w oczy rzuca się niezbyt duża ilość aut i kajaków. Ciekawe. Idziemy się zweryfikować spotykając po drodze kilka znajomych twarzy. Odbieramy pakiety startowe i mamy ponad godzinkę by przygotować się do startu. Wsiadam w nowo zakupioną przez Krystiana dwójkę na której troszkę popływaliśmy tydzień temu, no i widzę że Krystian zgodnie z zapowiedzią pozbawił mnie steru. Podciągnął sobie linki na przód, do siebie. Ja mam tylko zapier…..ć 😉 Godzinka szybko mija i po otwarciu na którym nie ma nas zbyt wielu, przed południem następuje wspólny start dla wszystkich osad. Na jeziorze flauta, zero fal i dobrze, bo już na pierwszej prostej Krystianowi wypina się fartuch, a my jesteśmy na prowadzeniu. Nie byłoby czasu zapinać ponownie gdyby falowało. Jest też nieco więcej mgły niż w ostatnich latach, ale fachowcy znają drogę na pamięć ;-). Po niespełna pół godzinie jesteśmy pod mostem za którym następuje nawrotka. Mijamy kolejnych uczestników spływu, wiedząc że raczej nic już nie zagraża naszej pozycji. Za nami jedynka i mikst. Wszystko nasze, z K.K. Polska Południowa. Do końca  nie odpuszczamy chcąc dociągnąć do mety  jako pierwsza osada. Dawno tak dobrze nie było, czyżby Krystianowy zakup okazał się tak dobry, czy może trening sprzed tygodnia? Czy może termin w którym nałożyło się kilka imprez i nie wszyscy dojechali tutaj? Nie wiem, ale jakby nie było, cieszy nas dzisiejszy wynik dowieziony do samej mety ze średnią szybkością blisko 10 km/h.  Mamy czas na przebieranie, obiad i zakończenie imprezy. A tu niespodzianka. Najpierw drobne upominki z bonem zakupowym do Decathlonu za lokaty zajęte indywidualne, (bez niespodzianek), a po tym puchary drużynowe. No i okazuje się że K.K.Polska Południowa pod szyldem której, Krystian nas zgłosił zajmuje pierwsze miejsce. Muszę przyznać że nieco się wzruszyłem tą reaktywacją, bo po zmianach regulaminu sprzed kilku lat, mówiącego o tym że drużyna musi składać się  z minimum  pięciu a nie tak jak było wcześniej, z trzech osad, od tamtej pory nie zgłaszaliśmy klubu, bo nie byliśmy w stanie zebrać tych pięciu osad. Nie wiem również co to będzie za rok. Jak zostaniemy potraktowani jeśli znowu nie zbierzemy „piątki” a zjawi się więcej drużyn niż w tym roku, bo zostaliśmy zobligowani do pojawiania się na 39 edycji wyścigu za rok. A to dlatego, bo w tym roku po raz pierwszy zwycięska drużyna (teoretycznie) otrzymała przechodni puchar ufundowany przez Władka Grabowskiego, patrona wyścigu którego imię wyścig nosi od poprzedniej edycji.  A teoretycznie, bo zawiódł dostawca pucharu który nie zdążył go dowieźć nad rybnickie jezioro i dlatego otrzymamy go niebawem, by za rok zwrócić a być może (i daj Boże) nie zwracać, a utrzymać w naszym klubie :-).  W tym roku wszystkie trzy nasze osady w swoich trzech kategoriach zajęły pierwsze miejsce i to w odstępie piętnastosekundowym trzeciej osady w stosunku do pierwszej. Grubo 🙂 Pięcioosobową grupę płynących, z brzegu uzupełniała robiąc mnóstwo zdjęć, żona Krystiana Ola z dziewczyną Dastina. Dziękujemy 🙂

A kilka zdjęć poniżej