2025-11-11 Niepodległościowo po Pętli Kędzierzyńskiej (901)

Końcówka długiego, listopadowego weekendu z dziewięćsetną wycieczką kajakową, dwoma dniami przespacerowanymi po mniejszych lub ciut większych górkach i ostatni dzień – 901 wycieczka kajakiem po Pętli Kędzierzyńskiej Niepodległościowo.Punktualnie o dziewiątej stawiamy się na wyspie w Kędzierzynie Koźlu, gdzie stoi już kolejka weryfikujących się chętnych do świątecznego pływania, które odbędzie się tutaj po raz czternasty. Sporo znajomych twarzy mimo zapowiedzi kiepskiej pogody. Na szczęście zapowiedzi gorsze niż rzeczywistość. Wybieramy kajak i o 9,30 jesteśmy już na wodach Odry. Płynę z żoną 🙂 a ona pokazuje wnuczkowi co robimy w czwartym dniu naszego z nim rozstania.

🙁

Płyniemy pośród innych blisko stu uczestników do pierwszej na Odrze śluzy. Koźle. Tam jesteśmy opuszczeni sporo ponad dwa metry i po blisko godzinie od startu możemy popłynąć dalej. W kierunku połączenia z Kanałem Gliwickim. Na brzegach wielu wędkarzy. Trzymamy się środka Odry by nie szukać wojny w ten świąteczny dzień ;-). Nieco zmarzliśmy w tej śluzie, przez co w kanał wpływamy jako pierwsi. Zbaczamy zatem ze szlaku odwiedzając jedną z trzech odnóg portowych. Stara ceglana zabudowa z milionów cegieł robi wrażenie i kusi do poszukania wehikułu czasu, by móc zobaczyć jak wyglądało tutaj życie w najlepszych czasach tego miejsca…

Stare budowle

Wracamy na właściwy szlak, by mimo bocznej  wycieczki po przepłynięciu około trzech kilometrów znowu jako jedni z pierwszych meldujemy się pod śluzą Kłodnica. Trasa mocno zabielona pianą, zapewne wypuszczoną ze śluzy. Taka biała woda 😉

 Jesteśmy w kajaku już dwie godziny a za nami ledwie siedem kilometrów. Z megafonu słychać wreszcie zapraszający do wpływania do śluzy, głos. Głos jeszcze trzy razy powtarza, że do śluzowania każdy ma założyć kamizelkę ratunkową, choć raczej wszyscy kapoki mamy ubrane. Wreszcie po długim oczekiwaniu wpuszczają nam wreszcie wodę do śluzy, by dla odmiany podnieść nas o dobrych dziesięć metrów, co zajmuje nam kolejnych kilkadziesiąt minut. O 12,30 jesteśmy za śluzą i następuje tradycyjne odpalenie rac i odsłuchanie Mazurka Dąbrowskiego. Wszak dziś Dzień Święta Niepodległości.

 

Tak trochę Biało-Czerwono

No i można ruszać ku mecie, bo oprócz dwóch koniecznych przenosek nic nas już nie trzyma.  Tak więc po trzech kilometrach znosimy kajak z kanału na rzekę Kłodnicę, tuż za słynnym syfonem Kłodnicy.  Sprawnie i szybko ruszamy po dosyć wartko dziś płynącej wodzie, by po kolejnych trzech kilometrach dopłynąć do potrójnego rozwidlenia. W prawo Kanał Kłodnicki, ten co to ciągle chodzi mi po głowie, by go kiedyś przepłynąć. Dziś odpowiedni poziom wody po wczorajszych deszczach, ale to jeszcze nie ten moment ;-). W lewo odpływ na młynówkę. Też mnie trochę kręci by go poznać, ale dziś tradycyjnie środkową ścieżką, z przenoską przez jaz po prawej stronie. Jest kwadrans przed czternastą, a my mamy pół godziny by bez przeszkód dopłynąć do Odry. Trzymamy się czasu 🙂Jest Odra

Tu już wszystko jasne, po minięciu tabliczki z numerem 94 na horyzoncie pojawia się wyspa na której zakończymy dzisiejsze pływanie. Pali się już ognisko na którym dopływający będą mogli upiec sobie kiełbaskę, posilić się kawałeczkiem ciasta i gorącą herbatą lub kawą. Spływ zajął nam pięć godzin, posiłek był dużo szybszy ;-), a po nim start w stronę domu po czterech (udanych) dniach nie obecności w nim. 🙂

Ślad trasy

Galeria