2026-06-06 Przełom Dunajca (912)

To miał być wyjazd na trzy przedostatnie szczyty Korony Gór Polskich, ale po trasie pojawił się Dunajec. Musiałem to wykorzystać, zwłaszcza, że już od dłuższego czasu chodziło za mną przypomnienie sobie dunajeckiego przełomu 🙂 I tak po piątkowym zdobyciu najwyższego szczytu po polskiej stronie Beskidu Niskiego – Lackowej i przenocowaniu na miejscu biwakowym w Hańczowej na zboczu jakiejś górki, wymyśliłem że sobotę rozpoczniemy od spływu Dunajcem, a do miejsca startu 90 km. Tuż przed 10:00 dojechaliśmy do szczawnickiej wypożyczalni kajaków z myślą że ruszymy według ich planu o 11:00 busem na start, a okazało się że załapiemy się jeszcze na wyjazd z godziny 10:00 i tym sposobem o 11:00 to byliśmy już na wodach Dunajca tuż za zaporą jeziora Czorsztyńskiego. Pogoda piękna, na wodzie sporo pontonów ,troszkę kajaków sztywnych i dmuchanych, a gdy po kilkudziesięciu minutach mijamy przystanie flisackie z wodującymi się tratwami na rzece robi się coraz bardziej gęsto i tłoczno, ale płynie się fajnie z daleka widać już Sromowce Niżne po lewej i  Czerwony Klasztor po prawej stronie rzeki, jak również łączącą oba brzegi kładkę po której jechaliśmy rowerem dwa lata temu, no i w końcu panorama Trzech Koron . Naprzeciw sporo ludzi na brzegu przy Czerwonym Klasztorze, a na ścieżce rowerowej którą jechaliśmy dwa lata temu po słowackiej stronie cała masa rowerzystów kręcących w obie strony.  My płyniemy w jedną, z prądem podziwiając otaczające nas głównie po polskiej stronie, wysokie skały. Woda odpowiednia nie ma problemów z płynięciem (na wodowskazie Szczawnica 68 cm.). Nie zauważamy nawet kiedy mijają dwie godziny i dopływamy do Szczawnicy. Mijając figurę Janosika wiemy że do mety jeszcze około kilometr. To trwa moment i za nami 20 km. wycieczki którą ostatnio zrobiłem 33 lata temu, a pierwszy raz równo 40 lat temu. Dunajec na tym odcinku wciąż jest piękny, co zobaczyć można na poniższych zdjęciach, które nijak nie odzwierciedlają widoku na żywo :-). Już po wszystkim ruszyliśmy w miasto, by znaleźć knajpkę z telewizorem na którym chcielibyśmy zobaczyć finałowy mecz tenisowy zjawiskowej Mai Chwalińskiej na kortach Rolanda Garrosa w Paryżu. Łatwe to nie było, udało się po dwóch kilometrach marszu ;-). A po meczu zdobyliśmy jeszcze najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego – Radziejową (1266 mnpm.) i to nie utartym szlakiem przez co nasz dzisiejszy mocno intensywny dzień zakończył się przed godziną 23.