2015-08-29-30 Warta

Obudziłem się nagle widząc nieuchronny koniec sierpnia i wakacji , mocno zaspałem ostatni to wszak weekend, a ja jeszcze nie miałem takiej przerwy w pływaniu w tym roku 🙁  .  Ok. jedziemy na Wartę. W sobotni poranek. Miałem startnąć na Liswarcie w Zawadach ale oględziny stanu wody z mostu zweryfikowały moje (choć bardziej nie moje 😉 )plany i  pojechaliśmy do Działoszyna- dokładnie tam gdzie w ostatniego Sylwestra.

20150829738                                                                                   no i znów na wodzie 🙂

Dzień bardzo ciepły, rzeka bardzo płytka, wiele przepłyceń i mielizn , udało mi się jednak przemieszczać  bez konieczności wysiadania, którą to konieczność zaobserwowałem u wielu kajakarzy-weekendowców.  Zrobiłem sobie prawdziwie turystyczno – lajtowy  spacerek kajakowy. Była nawet przerwa na popas na łączce za mostkiem.

IMGP0027                                                       tak będzie wyglądała moja dalsza droga za mostem

Przepłynęło tu koło mnie kilka kajaków z wypożyczali, ruszyłem i ja. Po niedługim czasie wspomniane kajaki, były już za mną a przedemną warkocz przy ośrodku ZHP, który przy tym niskim stanie wody wydał mi się bardziej niebezpieczny niż zimą, gdy woda była wyższa. Spłynąłem zastanawiając się nad tym czy nie zaczekać by pooglądać jak pokonują go inni. Nie było jednak na brzegu parasola jednego znanego producenta chmielowego trunku, a moje pitne płyny już prawie się skończyły popłynąłem więc dalej, by nie zginąć z uschnięcia 😉  Jeszcze kilkakrotne odpychanie wiosłem od dna pojawił się na horyzoncie most pod którym umówiony byłem z resztą naszej grupy. To było w Przewozie.

IMGP0039                                                                                          jest Przewóz

Godzina jeszcze młoda, podjechaliśmy więc 75 procentami grupy do pobliskich Mierzyc , by pooglądać oryginalne dekoracje dożynkowe , które to dożynki odbędą się następnego dnia.

IMG_29082015_163453                                                niektórzy włożyli dużo pracy w swoje kompozycje 🙂

Później już tylko tradycyjne ognisko, tym razem przy blasku największej w tym roku tarczy księżyca, znowu zbyt krótka nocka i drugi (lajtowy) etapik. Dziś zmęczenie upałem (czy tylko nim?) daje się mocno we znaki. Nawet kajakarzy na rzece nie widać, widać za to wielu kąpiących się i plażujących ludzików.  Wypatruję przenoski w Kamionie, a po kolejnych kilku kilometrach mostu w Krzeczowie, bo kawałek za nim zakończę dzisiejsze pływanko.

IMGP0146                                                                                           Zajazd Ritmo

W Ritmo w którym w Nowy Rok została moja polarowa bluza udaje mi się ją odzyskać, tak więc można jechać do domu 😀 , a obszerniejszą relację fotograficzną z tej wycieczki zobaczyć można tutaj.

2015-07-26-08-02 (lekko wydłużona) Pętla Toruńska

Prosto po Maratonie Drawskim pojechałem do Torunia, by od niedzieli zmierzyć się z ponad 500 kilometrową wydłużoną o kilkadziesiąt kilometrów Wisły i całą Szkarpawę – Pętlę Toruńską. Ostatnio płynąłem jej trasą cztery lata wcześniej i już za nią zatęskniłem rok temu. Przedłużający się jednak remont kanałowego szlaku (pochylnie, i śluzy), zmusił mnie do przeczekania aż do roku bieżącego. Trafiłem w czasie tego najbardziej upalnego lata, na najzimniejszy tydzień. Bywało że w dzień temp. wynosiła 17 st.C, a nocą spadała poniżej 10. Koniec lipca- miodzio 😉 .  Trafiłem również na jedne z najmniejszych stanów wód, ale na tej trasie nie było to mocno odczuwalne. Może z wyjątkiem Wisły, na której musiałem trzymać się oznaczeń szlaku żeglownego , co było dosyć monotonne i wkurzające. Od lewego brzegu, do prawego brzegu, i tak cały dzień. Na jeziorach nie zauważyłem deficytu wody, na kanałach też, a Drwęca niosła niewiele mniej wody niż w innych latach. Wyprawa udała się a relację z jej przebiegu poczytać i zobaczyć można pod tym linkiem

mapak                                             tak mniej więcej wyglądała trasa mojej wycieczki

 

2015-07-25 Maraton Drawski

Kolejne piątkowe popołudnie. W pracy mocno się spieszę by wyjść troszkę wcześniej, niestety wszystko układa się nie po myśli (diabeł się cieszy 😈 ). Udaje się jednak zaoszczędzić godzinkę i o 16,30 ruszam w ponad 550 kilometrową trasę. Piątkowe wakacyjne wydostanie się ze śląskiej aglomeracji to tradycyjnie porażka dla cierpliwych ludzi. Postanawiam nie jechać dłużej niż do północy i tak też czynię. Na nocleg zatrzymuję się 20 km. przed celem podróży , nad przydrożnym jeziorkiem Machliny Małe. Pięknie rozgwieżdżone niebo nastraja mnie optymistycznie na jutrzejszy wyścig. Niestety, po szóstej rano budzi mnie dźwięk burzy i stuk deszczu o dach mego transportowca-sypialni. Postanawiam pokimać jeszcze trochę. Do Starego Drawska ruszam około ósmej.

WP_20150725_005

takie sobie miejsce  na nocleg znalazłem sobie nocą

Ranek nie zaczął się najciekawiej, a dalej też nie było za różowo. Pokonanie brakujących 20 km. trasy zajmuje mi ponad 40 minut. Korki na zwężkach i wahadełkach 🙁  Zdążyłem na godzinę przed planowanym startem. Uff. Nad jeziorem Drawskim zastaję kilka samochodów z kajakami na dachu, a w jednym z nich udaje mi się dowiedzieć że dobrze trafiłem. Korzystając z bezdeszczowej chwili, zdejmuję kajak z dachu przygotowując go sobie do startu. Powoli przybywa samochodów , uczestników i kibiców.

IMGP0267

tak to wygląda na brzegu

W związku z krążącą wokoło burzą, start zostaje przesunięty o kilkanaście minut, po czym po usadowieniu się większości zawodników w kajakach i na linii startu, wygania nas z nich nagła ulewa. Przeczekujemy gdzie kto może 🙂

IMG_3027                         🙂                 fot.Marta Kuźniarska

Gdy opad troszkę się osłabia następuje powrót na linię startu i w końcu sam start.

IMG_3096                         wracamy po pierwszym nawrocie kilkaset metrów od startu  fot. M.Kuźniarska

Później już tylko walka, z czasem i własnymi słabościami, z pogodą, która daje za wygraną i robi się coraz ładniejsza i tak  przez 322 minuty (w moim przypadku) , by wreszcie dotrzeć do mety.

IMGP0296                              dopływając do mety cieszę się zajętym miejscem, a jeszcze bardziej piękną pogodą

Pozostaje tylko zaczekać na grillowe frykasy, oficjalne zakończenie imprezy i ruszyć w dwustukilometrową trasę na start do dłuższej bo ośmiodniowej tym razem samotnej wycieczki kajakowej.

IMGP0349                                                           oto mój ślad przepłynięcia trasy maratonu

więcej fotek z tej imprezy tutaj

 

2015-07-04-05 Meander Orient Express

W piątkowe gorrrrrące popołudnie ruszamy na najcieplejszy weekend tego lata. Do Chałupek. Obóz odnajdujemy bez problemu. Znajduje się pomiędzy wałami a rzeką Odrą. Jest dziwnie, inaczej niż zwykle. Pole biwakowe nie dostępne dla wozideł, tak więc potrzebne manele trzeba zatransportować własnymi siłami na miejsce wybrane pod namiot.

WP_20150703_004

Dajemy radę 😉 .

Wieczór już nie taki gorący, ognisko z gitarą, integracja i nie wiadomo kiedy robi się czwarta nad ranem, a jeszcze bardziej nie wiadomo kiedy- ósma trzydzieści. Trzeba się zbierać bo za chwilę rozpoczęcie i losowanie kolejności startowej do odcinka „orient”. Po nim nasze numery mają jeszcze sporo czasu do startu. Napięcie rośnie, bo chciałoby się wypaść jak najlepiej, a nigdy nie uczestniczyło się w czymś takim…Słoneczko przygrzewa coraz mocniej, nasze trzy załogi zaczynają startować. Nie bardzo kumam mapkę…

IMG_0618
    …odnajdując punkty orientacyjne bardziej na chybił trafił niż na orientację 🙁

IMGP0309

…Staram się nadrabiać szybkością, licząc , że może w ten sposób uda mi się zająć jakąś w miarę dobrą pozycję. Po 8 kilometrach meta odcinka rzecznego, a po nim dla chętnych przenoska na rozlewiska (?) -małe jeziorka bardzo mocno zagospodarowane domkami letniskowymi i dużą piaszczystą plażą. Tutaj odnalezienie właściwych punktów nie sprawia mi kłopotów, tak więc czterokilometrowy odcinek pokonuję dosyć sprawnie.

IMGP0318

tak wyglądają zagospodarowane rozlewiska.

IMGP0002ddd

a tak zarys pokonanego przeze mnie odcinka zalewowo-rozlewiskowego

…Pozostaje już tylko poczekać na resztę naszej grupy i na transport do obozowiska. Schodzi nam na tym blisko dwie godziny, ale w końcu docieramy na biwak. Tam można skorzystać z polowych natrysków, namiotów tworzących cień i przywiezionego pysznego dwudaniowego obiadku. Stoisko z zimnym browarkiem czynne jest cały czas. Siesta, a po niej dla chętnych polowa Msza Święta na ołtarzu z ręcznie wystruganej przez kolegę Klausa kanadyjce. Chwilę później piesza wycieczka do czeskiego Starego Bohumina, do widocznego z naszego biwaku kościoła, który przedstawiony nam jest z wszelkimi zakamarkami przez czechotambylca.

IMGP0359

Zwiedziłem chór z czynnymi organami 😉

….My zaliczamy jeszcze knajpkę na rynku, który właśnie jest cały rozkopany…

IMGP0386

na Staro Bohumińskim rynku

…bo remontowany i powoli wracamy do obozowiska, gdzie już od kilkudziesięciu minut słychać koncerty różnych młodych zespołów. Udaje się zdążyć na gwiazdę wieczoru czyli Muzy Kajaka. Ten wieczór kończymy wcześniej bo tuż po północy, by być bardziej wypoczętym na drugi etap zwany expressem.  Poranek przychodzi (jak zwykle) szybko i tuż po zaserwowanym śniadanku dowiadujemy się o godzinie startu do etapu.

IMGP0266

a start już na nas czeka

Kolejność odwrotna do wczorajszej więc mamy mniej czasu. Z naszej grupy startuję jako pierwszy

IMGP0415

 

startuję 🙂

jest ciekawie – najpierw woda -z prądem i pod prąd, później kilkaset metrów lądem z wiosłem w ręku , kilka konkurencji sprawnościowych i znowu woda – pod prąd , przenoska obok bystrza, dalej pod prąd do nawrotu i już do mety z prądem, po bystrzu, przez bramkę ustawioną na zwałkowym drzewie i w kółeczko przez trzy bramki zawieszone pod mostem i ostatnie jakieś 150 m. brzegiem z kajakiem do mety.

IMGP0334

tak to wyglądało na mapie

Ufff, gorąco ale udało się. Chwilę po mnie dopływają nasze kolejne dwie osady i już coraz bliżej do zakończenia imprezy. W oczekiwaniu  pomaga nam przetrwać cień pod najbardziej oblężoną lipą i zimne złote z pianką.

IMGP0490

Dotrwaliśmy, było warto, nasza skromna ekipa zajęła II miejsce drużynowo a i każdy z osobna coś tam dostał od organizatora.

IMG_0595

Pozostało już tylko wejść do rozgrzanego auta na którego termometrze odczytujemy temperaturę na zewnątrz 36 st. C. i ruszyć A1 100 km do domu 🙂

więcej fotek z tej imprezy tutaj

 

2015-06-27-28 Trzy Zapory Soła

To już po raz 49 zorganizowano Trzy Zapory, to blisko więc (prawie) tradycyjnie jedziemy. Transportowiec załadowany po raz pierwszy czterema jedynkami… WP_20150626_001                                                                                                                                             taki załadunek 🙂

Wieczór jak zwykle długi, bo wielu długo nie widzianych znajomków do tego ognisko z gitarą Grzesia J. z Knurowa i tak w mgnieniu oka zrobiła się druga w nocy. Zdjąłem jeszcze tylko kajaki z dachu i lulu bo za pięć godzin planowana jest wywózka sprzętu na miejsce startu. Siódma nadchodzi błyskawicznie, szczególnie że dojeżdża do nas Piotrek robiąc nam bezlitośnie pobudkę. Pozostaje zapakować kajaczki na ciężarówkę, wziąć udział w otwarciu spływu IMGP0086

otwierają imprezę

… i pakować się do autobusu wiozącego nas na start. Na miejscu jeszcze pogodnie, choć naokoło krążą chmurki. Jest też okoliczna telewizja internetowa TVK, interesująca się niektórymi członkami naszej grupy 😉 .

IMGP0094

🙂

Po udzieleniu wywiadów ruszamy na odcinek regularnego przepływu po jeziorze Żywieckim. Płyniemy sobie na luzie, przypływając jedenaście minut przed czasem. Te jedenaście minut przeczekujemy w strefie bezpiecznego postoju i o właściwej godzinie dopływamy do sędziów. Na brzegu czeka już na nas kolega Robert…

DSC02638

cześć Robert 😀

…który dojechał tutaj rowerkiem z Bielska i zdążył nawet zamówić dla wszystkich zimny browarek, więc jest fajnie. W oczekiwaniu na start do wyścigu, przyswajamy jeszcze spływową grochówkę i spokojnie idziemy kilometr za zaporę startować w szybkościówce. W tym roku zmiana, wyścig skrócony do prawie dwóch kilometrów i niestety opóźniony o pół godzinki. Robi się nerwowo, ale wreszcie udaje się wystartować- po pięć kajaków co dwie minuty. Rekordzistą dystans ten zajmuje mniej niż dziesięć minut, a po wyścigu już na spokojnie , podziwiając okoliczne widoki płyniemy sobie do zapory w Porąbce. Tutaj kolejna zmiana, wyścig australijski na sprzęcie organizatora dla wyrównania wszystkim szans.

IMGP0151 (2)

się ścigają…

Zabawa przeciąga się w czasie tak, że na biwaku lądujemy dopiero po osiemnastej. Tutaj obiadek i kolejne zawody, tym razem sprawnościowe trwające do zmroku. Rozpalone ognisko, a raczej jego uczestnicy rozgonieni zostają przez deszczyk, który towarzyszy nam z pewnymi przerwami, aż do następnego dnia. Tuż przed odjazdem autobusów na start z zapory w Czańcu, wypogadza się na tyle, że nawet Ci którzy już nie mieli zamiaru płynąć, zdecydowali się na płynięcie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

odnotowują ostatnich startujących

….To była dobra decyzja, rzeka z dostateczną ilością wody (którą my znowu pod koniec etapu wyprzedziliśmy) nie sprawiała zbyt wielu kłopotów, (choć zaobserwowaliśmy kilka wywrotek), i po trzech i pół godzinie dopłynęliśmy do mety w Oświęcimiu pokropieni pod koniec delikatnym deszczykiem. Tutaj obiadek, pakowanko sprzętu i oczekiwanie na zakończenie imprezy. Jak się (miło) okazało, nasza czteroosobowa drużyna „Polski Południowej” rywalizując z dziewięcioma innymi drużynami zajęła IV miejsce 😀 . Dobra drużyna 😉  Pozostało jedynie zrobić sobie wspólną fotkę i…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

😆

… i już można wracać do domu a więcej fotek do zobaczenia tutaj

2015-06-20-21 Ostatni tej wiosny spływ- Nidą

Miał być wyjazd na Wartę do Poznania, ale z przyczyn odległościowo-okolicznościowych odpadł. Następnym pomysłem była w dalszym ciągu Warta, z tym że na moim stałym odcinku – przez Załęczański Park Krajobrazowy -też odpadł. W ostatni piątek wiosny z prognozami meteorologów zapowiadających tylko deszcze wyjechaliśmy – kajakarz z rowerzystami do Motkowic nad Nidę. Mimo już nie najmłodszej godziny (po 21-szej) powstało jeszcze ognisko po którego przygaśnięciu (około drugiej) podziwiać można było rozgwieżdżone niebo. Zimna noc…

WP_20150619_005

już nad Nidą więc trzEBa  składać ogień 🙂

Poranek okazał się zgoła odwrotny od meteorologicznych zapowiedzi tak więc bez nadmiernego ociągania ruszamy w zaplanowaną turystykę…

20150620671

ja kajakową – moi współturyści rowerową

20150620689ja rzeką do Chroberza…

20150620678

…rowerzyści do zamku w Sobkowie (i nie tylko)

Płynąłem obnosząc wszystkie (trzy) progi które do tej pory zwykle spływałem, ale dzisiaj przy temperaturze około 13-14 st. C i stanie wody w Pińczowie 190 cm. nie za bardzo chciało mi się moczyć. Progi mnie nie zmoczyły, zrobił to deszcz przychodząc nagle i podstępnie z (prawie) błękitnego nieba 😉

IMGP0054

no i pada 🙁

Deszczyk towarzyszył mi przez półtorej godziny, prawie do samej mety w Chroberzu gdzie zaświeciło mi słonko.

WP_20150620_005

…więc szybko z niego zaczęliśmy intensywnie korzystać 🙂

Krążyły wokół nas ogromne ciężkie i czarne chmury, ale do rana pogoda nam sprzyjała. Ranek też był ładny i pogodny z jednym bardzo przelotnym opadem który nas dopadł w chwili kończenia porannego pakowania. O dziesiątej wystartowałem w stronę Wiślicy.

WP_20150621_005

startowałem na przystani w Chroberzu

Płynięcie zajęło mi prawie trzy godzinki podczas których przepłynąłem 21 km. moczony kilkakrotnie przelotnymi opadami deszczu 🙁 .  Dobrze że to już koniec tej wiosny , a za kilka godzin wreszcie przyjdzie lato 🙂

20150621697

dopływam do mety w Wiślicy

Wiślica to wioska warta zobaczenia z ciekawą historią i zabytkami. Mięliśmy to w planie, niestety jeszcze przed naszym spakowaniem nad rzeką z nieba lunęło i nie chciało przestać. Odczekaliśmy pół godzinki , pakując w końcu w deszczu nasz sprzęt i ruszyliśmy w drogę powrotną do domu mijając po drodze jeszcze kilkanaście opadów deszczu 🙁

nida

a tak wygląda mapka minionego weekendu  spędzonego nad i na Nidzie

więcej o tym tutaj

 

 

2015-06-04-07 Dopływy Bzury

Nie zapowiadało się zbyt optymistycznie, mój transportowiec oddany w piątek do przeglądu po ostatniej ciężkiej „chorobie”, miał zostać zwrócony w sobotę, a tu kolejna choroba i w środę przed „czerwcówką” jeszcze był leczony. W pracy zresztą też dopiero koło osiemnastej dowiedziałem się , że piątek będę miał wolny więc stanowczo zażądałem zwrotu auta, co nastąpiło po 21- szej. Nie było już siły na wyjazd w środę. Ten nastąpił w czwartkowy poranek. Kierunek łódzkie i rzeczka Mroga. Ruch na drogach nie za duży, żadna procesja nie zagrodziła nam drogi, tak więc tuż po jedenastej jestem  na wodzie o nazwie Mroga .20150604605 spodziewałem się ciut większej wody, u nas sporo padało na początku tygodnia, a tu nie udało się zacząć w Kołacinku 🙁 Zacząłem w Nagawkach , głębokość zadowalająca a po drodze sporo lasu nad głową i sporo w rzece, co niestety spowolniało moje pokonywanie Mrogi IMGP0072 płytko i drzewnie Po ponad trzech godzinach, kilku przenoskach i wielu przeciąganiach udało mi się dopłynąć do Głowna (12km.), spotkanie z żoną, zimne pifko, jakaś zagryzka i ruszam dalej.

IMGP0123

miejsce głownianego (  😆 ) odpoczynku

Wiem już że dzisiaj Mrogi nie skończę, umawiam się więc z żoną gdzieś przed rybnymi stawami w Psarach. Akurat jest tam przenoska i życzliwy opiekun stawów, pozwalający na rozbicie namiotu i ognisko między stawami z narybkiem karpia. Narybku nie widzieliśmy, ale koncert żab, byłby dla mnie nie do strzymania, gdybym nie miał zatyczek do uszu 🙂

WP_20150604_010(1)

tutaj żaby koncertują cały dzień i całą noc 🙂

Zaspokojony koncertem na długie lata 😉 , ruszam na drugi odcinek Mrogi korzystając ze spełniających się prognoz meteoroligicznych i licząc na to, że szybko Mrogę zakończę, a po obiadku rozpocznę etap na kolejnym dopływie Bzury, mijam pałac w Walewicach…

IMGP0043

Walewice

… następnie trochę lasu w rzece…

IMGP0076

i kończąc etap po czternastej, przemieszczając się w ten upalny dzień do Skierniewic ,skąd jednak nie uda mi się wystartować Łupią- Skierniewką, szukamy miejsca skąd wystartuję, ale jednak dopiero jutro. Będzie to w Bełchowie…

IMGP0108

i Skierniewka też płyciutka 🙁

Trzeci dzień czerwcówki. Udało mi się mimo trudów dopłynąć do Bzury – Skierniewką 15 km. i dalej Bzurą dziewięć, a   następnie jedziemy do Żyrardowa bo w planie trzeci dopływ Bzury- Pisia. Zwiedzamy troszkę miasto z dosyć ciekawą , historyczną zabudową, oglądamy Pisię i wiemy: stąd nie popłynę 🙁

WP_20150606_008

Pisia w Żyrardowie, wygląda ładnie ale nie dało się popłynąć 🙁

Wieczorkiem podjechaliśmy do okolicznego lasku na nocleg, by rankiem znaleźć dogodne miejsce do poznania Pisi choć na jakimś krótkim odcinku, w końcu dziś trzeba wracać do domu…

IMGP0248

wystartowałem na granicy Drybusa z Nową Pułapiną, na początku rzeczka kanałowa, z zakrętem średnio co kilometr, później jednak zaczęło się  robić coraz ciekawej , ale i trudniej. Niski stan, drzewa- te szczególnie na ujściowym blisko dwu kilometrowym odcinku i kamole pod każdym mostkiem sprawiły że pokonanie blisko 23 km. Pisi i dodatkowo dwa km. Bzury zajęło mi pięć i pół godzinki 🙁

IMGP0315

trudniejszy odcinek blisko ujścia…

Czerwcówkę uznaję jednak za udaną, świetna pogoda i prawie 100 km. na nie penetrowanych (oprócz Bzury) przeze mnie wodach Bzurzanych dopływów, więc pozostaje tylko się cieszyć 😆

a więcej fotek z „czerwcówki” tutaj

 

2015-05-23-24 OSK Skawą

Piątek po pracy, akcja OSK Skawa-Wisła. Jedziemy do miejscowości Podolsze koło Zatoru

WP_20150523_012

i dojechaliśmy

Przed wyjazdem trochę się martwiłem o mój sędziwy kajaczek, bo dwa dni wcześniej będąc w Podolsze widziałem jak niski jest stan rzeki. Przez te dwa dni troszkę jednak padało i stan Skawy podniósł się o blisko metr 🙂

WP_20150520_008

tak to wyglądało – dwa dni różnicy między fotkami

Pogoda jak i temperatura na koniec maja nie ciekawa, około 12 stopni celsjusza. Nie zbyt zachęcająco, ale chociaż nie pada. Po oficjalnym rozpoczęciu spływu wsiedliśmy do dwóch autokarów i ruszyliśmy do Wadowic

IMGP0001

opuszczamy biwaczek

Byłem na tym spływie sędzią startowym, tak więc nie za dużo miałem czasu na fotografowanie. Skawa płynęła dość szybko i już po godzinie z małym haczykiem dopłynąłem do przenoski w Grodzisku – 14 km.

IMGP0016

przenoska a za nią odcinek szybkościowy- 6 km.

Niesamowite jak szybko , bo już po dwóch godzinach byłem na biwaku , przepływając 20 km. z jedną przenoską. Na trasie było kilka wywróconych kajaków, ale wszyscy w końcu dotarli na metę. To było długie popołudnie i wieczór, nocne opady deszczu sprawiły decyzję organizatorów o odwołaniu drugiego etapu , więc było dodatkowo długie przedpołudnie a zaraz po południu zakończenie imprezy i wyjazd do domu.

IMGP0062

dla wszystkich dzieciaczków organizatorzy coś mieli 🙂

Był to dla mnie bardzo mało fotograficzny wyjazd, ale kilka fotek udało się cyknąć, a zobaczyć je można tutaj  🙂 

2015-05-16-17 Mała Panew , Dinozaury i Bogacica

Czekałem od prawie roku na hasło „Noc Muzeów” i jak tylko się doczekałem, plan był jasny- jedziemy na Małą Panew, spłynę z Krupskiego Młyna do Krasiejowa i od osiemnastej pozwiedzamy tamtejszy Jura Park i Park Nauki i Ewolucji Człowieka który rok temu był dopiero w budowie. Wiedząc , że po nocnym zwiedzaniu ogniska już raczej nie będzie, pojechaliśmy w piątek po pracy znajdując fajne miejsce na nocleg i wytęsknione ognisko. Trwało do trzeciej nad ranem, więc trudno się wstawało , ale tuż po dziesiątej udało się jednak zejść na wodę 😎 20150516568 

 

trzeba tylko dojść do rzeki 😎

Niestety poziom wody w tym roku był baaardzo niski (w Krupskim Młynie 34 cm.) , co w połączeniu z ogniskowymi wspomnieniami 😉  spowolniło moje przemieszczanie się w stronę Krasiejowa 😥 IMGP0027nnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnn tyle wody płynęło za przenoską przy młynie w tym roku                                               a tyle w roku ubiegłym

Płynięcie dłużyło się nieco, bardzo dużo mielizn i przepychania się na piaszczystych łachach, pojawili się również turyści weekendowi – klienci okolicznych wypożyczalni. Widoki ładne ale do Krasiejowa na czas nie dopłynę 🙁 IMGP0045 tak wygląda Mała Panew

W ubiegłym roku dystans 32 km. przepłynąłem w 4,5 godziny, w tym roku wspomniana niska woda wydłużyła w czasie ten dystans o godzinę. Postanowiłem skończyć płynięcie na przystani na wysokości Kolonowskich… IMGP0053 jeszcze jedno porównanie stanu wody tuż przed metą- po lewej ten rok, po prawej rok 2014

Po drodze jeszcze przerwa obiadowa i jedziemy do Krasiejowa IMGP0058 …o właśnie tutaj 🙂

…by pooglądać różne takie prehistoryczne stwory 20150516586 …duże stwory 20150516588 …i nie takie duże 🙂 IMGP0089 …no i jeszcze takie

Po dwudziestej drugiej, i czterech godzinach spacerów po Jura Parku decydujemy się na wyjazd na nocleg, a ludzie jeszcze stoją w kolejce do Parku Nauki i Ewolucji Człowieka

IMGP0149

taka kolejka 🙂

Przenocowaliśmy w znanym z roku ubiegłego krasiejowskim „Czarnym Dole” , a rankiem po śniadanku nad nową dla mnie rzekę- Bogacicę. Znalazłem w necie wspomnienie o tym, że to dość fajna rzeczka tylko troszkę zadrzewiona 😉

20150517596

zdawała się wystarczająco głęboka ale…

IMGP0170

po niedługim czasie już taka nie była 🙁

…ale tak sobie myślę, że gdyby było tej wody z dwadzieścia cm. więcej to mogłaby być rzeczywiście fajna rzeczka. Płynie sobie przez lasy stobrawskie , kończąc swój bieg po 43 km. w Stobrawie. Tego dnia w Domaradzu do którego zostało mi jeszcze wiele drogi wodowskaz wskazywał 130 cm. Poddałem się po pokonaniu pięciu kilometrów z czego połowę pieszotką 😉 , co zajęło mi dwie i pół godziny…

IMGP0163

pół etapu w taki sposób (po gorszych ścieżkach też) 😡

Zakończyłem w miejscu, w którym tak zwana mniejszość niemiecka nie jest chyba zbyt lubiana, a tubylcy utożsamiają się bardzo naocznie z Polską 🙂  Wszystko działo się na Śląsku Opolskim

WP_20150517_007

takie oto miejsce…

a więcej o tej wycieczce można zobaczyć tutaj

2015-05-01-04 Opatówka ; Bukowa ; Por i Łabuńka

Zaczęła się majówka, a ostatnio mało było deszczu, więc w ostatniej chwili mając spis kilkunastu rzeczek postanowiłem wyjechać na wschód, zamiast na wcześniej planowany zachód. Wyjazd w czwartek po pracy około dziewiętnastej , to żeby nie było zbyt daleko i zanocować jeszcze tego samego dnia, padło na Opatówkę.  Nasz nocleg rozpoczęliśmy tuż przed północą gdzieś nad brzegiem planowanej rzeczki. Poranek wbrew prognozom okazał się całkiem niezły i pozostało zmierzyć się z Opatówką 😉

IMGP0007

taką Opatówką 🙁

Muszę przyznać , że dawno nie męczyłem się na tak uciążliwej wodzie, w ciągu pięciu godzin pokonałem zaledwie dziewięć kilometrów. Było mnóstwo powalonych drzew i sporo śmieci…

IMGP0027 Opatówka

Do walki z niedogodnościami rzeki przyzwyczaiłem się, zaczął jednak padać deszcz , który w połączeniu ze zwałkami nie dawał mi już satysfakcji z płynięcia , tak więc korzystając z okazji spotkania z „moimi” rowerzystami postanowiłem zakończyć płynięcie po Opatówce na wysokości Międzygórza

IMGP0028

zakończyłem pod starym drzewem tuż przed mostem…

Do decyzji o zakończeniu przyczyniła się także opinia spotkanego miejscowego miłego gościa, który opowiadał mi o tym że dalej rzeka jest jeszcze bardziej zasypana drzewami, czego ja już nie umiałem sobie wyobrazić. Podobno dwa lata wcześniej ktoś tędy płynął, ale od tego czasu bobry zrobiły swoją robotę… W mojej opinii Opatówka to dość fajna i ciekawa rzeka, trzeba by tylko puścić po niej spływ kilkudziesięciu kajaków z modnym ostatnio przesłaniem:  „sprzątanie rzeki…”  Może w czasie majówki udałoby mi się pokonać tą rzeczkę, ale chciałem poznać jeszcze jakąś inną. Padło na rzekę Bukowa , o której wiedziałem , że organizowane są na niej spływy, tak więc byłem pewny jej spłynięcia. Po noclegu na pograniczu Lasów Janowskich nad Bukową…

IMGP0049

w takim miejscu

…podjechaliśmy w górę rzeki skąd pod mostem pomiędzy  miejscowościami Momoty Górne a Momoty Dolne zacząłem swoje poznawanie Bukowej 🙂

IMGP0060

Bukowa

Rzeczka okazała się bardzo sympatyczną, lecz nieco zbyt płytką. Kilka razy musiałem przepychać się na mieliznach. Mimo jej przebiegu przez sam środek janowskich lasów nie było wielu uciążliwych zwałek, rzeka wymagała jednak stałej uwagi i koncentracji, ponieważ drzew które trzeba było omijać było w niej całe mnóstwo.

IMGP0098

Bukowa

Na ostatnich czterech kilometrach przed ujściem do Sanu pojawiły się cztery kamieniste bystrza, które wolałem obnieść…

IMGP0131

jedno z bystrzy

…i tak po blisko sześciu godzinach płynięcia zakończyłem spływ pod mostem na Sanie przepływając nim około kilometra

20150502537

gramolę się na skarpę nad Sanem 🙂

Następną wybraną rzeką był dopływ Wieprza – Por . Zacząłem nim płynięcie w miejscowości Turobin, a chyba można było wyżej, bo ani szerokości ani i wody nie brakowało, a sama rzeka okazała się prawie na całej długości kanałem 🙁

20150503543Por w Turobinie

Napisałem że prawie , bo po przenosce przy ujściu Gorajca był krótki odcinek fajnej prawdziwie leśnej rzeczki a ujściowy odcinek to powstałe za połączeniem Pora z Wieprzem jeziorko- Nielisz którym dopłynąłem do zapory na wysokości miejscowości Nielisz.

20150503549

dopływam do zapory

Majówka dobiegła końca, ale my przedłużyliśmy ją sobie o jeden dzień odwiedzając Zamość, a po noclegu w jego okolicy dzieląc się na grupę zwiedzającą dalej , i mnie „zwiedzającego” zamojską rzekę- Łabuńkę . Patrząc na jej niski poziom pewnie bym się nie zdecydował, ale przypomniałem sobie, że dawno temu Jadzia S. z Zabrza popłynęła Łabuńką z Zamościa do Wieprza na składaku. Nie wypadało się poddać. Popłynąłem i ja.

20150504554

Na Łabuńce w Zamościu

Łabuńka to też taki uregulowany kanał, ale dziś do domu, prawie czterysta kilometrów więc trzeba go szybko przepłynąć

IMGP0244

Taka Łabuńka

Jeszcze tylko kilka przemiałów pod mostami i po 20 km. wpływam na Wieprz, a nim około 2,5 km do ujścia Rakówki którą mielę pięćset metrów po mieliznach pod prąd 😉 do mostu w Ujazdowie skąd ruszymy do domu.

IMGP0274

…a taka Rakówka 🙂

Chętnych do zobaczenia obszerniejszej galerii z majówki zapraszam tutaj .