2023-09-02-03 Pilica (844)

Miniony sierpień był chyba pierwszym wakacyjnym miesiącem od czterdziestu lat w którym nie popływałem kajakiem. Wszystko przez rower 🙁

Rower. To on towarzyszył mi na dwunastodniowym urlopie o którym nie mam kiedy i na czym popisać. Padły mi komputery. Ten wpis robię na sprzęcie córki. Dzięki.

W sobotę rano po zapowiedziach radiowych o wspaniałej pogodzie w ten weekend, zrywam się po szóstej by jak najszybciej jechać po Jadzię S. z którą tak zwanym rzutem na taśmę, umówiłem się na wspólne pływanie po Pilicy. Za oknem niestety deszcz :-(. Jechać czy nie ? Hmm…? Jedziemy. No i dobrze, bo z każdym kilometrem jazdy coraz więcej słonka na niebie więc będzie ok. Przed dziesiątą jesteśmy w Krzętowie obok mostu. Tutaj będziemy się wodować no i kolejna niespodzianka. Okazuje się, że nie zabrałem torby z ubraniami. Nieźle. Mam na szczęście coś do przebrania w worku wodoodpornym na kajak , więc jakoś (raczej) przetrwam ten spływ :-). Chwilę po dziesiątej jesteśmy na wodzie 🙂

Płyniemy, jeszcze na wysokości Krzętowa.

Pół godziny od startu mijam ujście Biestrzykówki , do której wpłynąłem trzy lata temu. Dziś tylko mijam, bo nie mogę dogonić Jadzi :-).

Biestrzykówkę trudno przegapić 🙂

Jadzię udało się dogonić, a po czterdziestu minutach od Biestrzykówki mijamy „byczą łączkę” na której pasą się rasowe byczki z których jeden bez strachu spogląda mi prosto w oczy 😉

🙂

Przed trzynastą po minięciu kilku grup kajakowych i około dzisiejszego półmetka mijamy Przedbórz i jego kilka bystrzy po wymytych przez lata prożków. Nie robiąc przerwy płyniemy dalej . Zbliża się godzina trzynasta.

Przedbórz

Po niespełna godzince mijamy ładne zakole gdzie na wysokim brzegu dostrzegam rowerzystę, który wcześniej dostrzega nas, robiąc nam zdjęcie informując o tym fakcie. Proszę o podesłanie wykonanego zdjęcia i dostaję je smsem. Miło i dziękuję bo fotka ładna 🙂

Wprawne oko wypatrzy na skarpie rowerzystę – fotografa 🙂

Wciągu kolejnych trzech godzin,nic szczególnego się nie dzieje. Obserwujemy wędrujące po niebie chmury, które na przemian są białe, przypominające śmietankę, a to ciemniejsze , skłaniające do przemyśleń popada, czy może jednak nie ? Po siedemnastej ukazuje się pomost z naszą metą. To Kajmary. Nasza, od kilku lat zaprzyjaźniona i gościnna przystań Joli i Marcina z kajakisulejów.

Widać metę

Na brzegu spaceruje Marcin robiąc nam kilka fotek :-), a po trzech kwadransach dojeżdża Jola, zawożąc mnie do Krzętowa po transportowca. Dziękuję bardzo.

Marcin nas powitał

Wrzesień. Szybko się ściemnia. Rozbijamy namiot dla Jadzi i już jest ognisko wśród kilku kajakowych znajomych. Dzięki Kasi z Andrychowa mój pusty żołądek coraz bardziej się zapełnia wyśmienitymi potrawami z ognia, do tego drink i już jest północ. Obok ogniska przechadza się spory lisek, a ja uciekam do transportowca na zasłużony odpoczynek :-).  Nad ranem słyszę odbijające się od mego dachu,krople deszczu ale gdy wstaję przebija się już słonko zapowiadając ładny dzień. Po śniadanku odwożę auto do Sulejowa z którego wrócę z kajakarzami wynajmującymi od Kajmarów kajaczki na dzisiejszy spacerek na wodzie. Po drodze widzę, że i tutejsze lasy nie obroniły się przed ogólnopolską wycinką :-(.

🙁

Na dzisiejszy etap ruszamy około 10,30 a już kilkanaście minut później mijamy znaną małpią kładkę w Trzech Morgach 🙂

🙂

Na wodzie nic szczególnego się nie dzieje. Jest jak wczoraj. Kilka grup kajakowych, ładne zakola i chmury naprzemiennie białe z ciemnymi, ale deszczu dziś nie będzie. Przynajmniej póki płyniemy, bo w drodze do domu już tak. Nawet z tęczą. Po trzynastej ukazuje się nam kościół w Sulejowie. Tuż obok zaparkowany jest mój transportowiec. Zaczyna dosyć mocno wiać twarzowy wiatr więc się zastanawiamy: kończymy czy może jednak do jeziora?

Sulejów

Postanawiamy do jeziora. Mijamy Podklasztorze słysząc w oddali  muzykę jakiejś dętej orkiestry. Po czternastej wpływamy na wody jeziora Sulejowskiego, by kwadrans przed piętnastą dobić do brzegu miejskiej(gminnej) plaży w Barkowicach. Za nami dzisiaj 26.5 km. Razem 70. 🙂

Barkowice

Czekamy na Tomka (Łysego),który podjedzie po nas moim transportowcem, co nie trwa długo (dzięki Tomek). Szybki załadunek, odstawienie Tomka do Sulejowa i odjazd w stronę domu. To był dobry weekend. Dobrze że nie daliśmy wystraszyć się sobotniemu porannemu deszczowi :-).

Więcej fotek z tego wyjazdu tutaj.