2016-06-15-16 XLIX OSK Skawą

Zawsze odbywał się w maju, w tym roku wyjątkowo (z powodów powodziowo-opadowych) w czerwcu.

Tak więc piątkowym wieczorem w okrojonym składzie stawiamy obok boiska w Podolszu. W zasadzie skład nie okrojony, bo stała ekipa naszych prywatnych wyjazdów. Ja z żoną – kajakarze, Piotrek z rowerem. Rano dojedzie reszta „Polski Południowej”, tj. Robert M. i Krystian S. z żoną Olą, którą po raz pierwszy ujrzymy w kajaku 🙂 . Ludzików na biwaku bardzo mało, ale za to komarów całe chmary, jak nigdy dotąd. Zmiana terminu ? Może?.

                                                                               Wieczorne pustki na biwaku

Pusto czy tłoczno, wieczór i noc na organizowanym spływie mijają jak zwykle bardzo szybko, a plusem kameralnego składu osobowego jest łatwiejsza możliwość wspólnej integracji z czego osobiście jak najbardziej skorzystałem :-). Nie zrobiłem za to żadnego zdjęcia, a było i ognisko i ogólnie miły wieczór w różnym towarzystwie. Do spania o świcie, czyli około czwartej nad ranem ;-), a już o ósmej upalnie i nasz klub powiększa się ponad dwukrotnie :-).

                                                                                  Za chwilę rozpoczęcie spływu

…A zaraz po nim jedziemy do Wadowic skąd prawie w samo południe wypływamy na rzekę, której poziom uznawany za normalny (151 cm. na wodowskazie), nam się wydaje dosyć wysokim, ale fajnym do płynięcia.

                                                                                     Na starcie w Wadowicach

                                                                         Chlapu, chlapu i już Grodzisko 🙂

Woda niesie tak, że już po niespełna dwóch godzinach niespiesznego wiosłowania, przenosimy kajaki obok jazu w Grodzisku.

                                                                                              Obnosimy

Tutaj chwilka przerwy i start do odcinka szybkościowego, podczas którego nie robię żadnych zdjęć walcząc o jako taką lokatę. Ścigam się przez pół godziny, przeskakując przez jedno z drzew zagradzających całą szerokość rzeki, przy którym wiele osób miało nie małe kłopoty. Mnie się udało i poszło dość sprawnie, a woda tam cisła że ho, ho 🙂 Dobijam do mety, doganiając przy okazji żonę. 🙂

                                                                                        Na mecie

Każdy szybko wysiadał i biegł z kajakiem w stronę obozowiska , a to poza konkurencją, tylko w ramach ucieczki przed milionem atakujących komarów, które uodporniły się nawet na temperatury przekraczające 30 st. C. w cieniu 🙁 . Na szczęście przy namiotach komarów póki co było troszkę mniej, tak że dało się odganiać. Dostaliśmy chwilę na odpoczynek, dwu daniowy posiłek i drugą chwilę odpoczynku, po którym zorganizowano zawody zespołowych gier zręcznościowych. Nie było wielu chętnych, połowę startujących tworzyli członkowie naszego klubu :-).

                                                                                               Walka trwa 🙂

Po wszystkim, aparat poszedł w odstawkę, a my w integrację podobną do dnia wczorajszego, z jedną różnicą. Spanie o drugiej, wszak jutro trzeba wracać do domu :-). Ranek znowu przyszedł szybko i tak jak wczoraj był upalny. Dostałem zadanie spłynięcia jako pierwszy   do jazu za Podolszem i puszczenia informacji jak tam wygląda możliwość obnoszenia. Zawsze myślałem, że opowieści o trudnościach tej operacji w tym miejscu są raczej przesadzone, okazało się że nie do końca. Przy obecnym stanie Skawy woda przelewała się przez cały jaz, nie dając szansy dopłynięcia do murku, na który zwykle się wychodziło by przenieść kajaki.

                                                                                          Murek zalany 🙁

Podpływam około 100 metrów wyżej, gramolę się na jedyny w miarę łatwy do wyjścia brzeg i brnę w chaszcze licząc że skoszę je wiosłem i dojdę do „lepszych warunków”. Niestety pokrzywy na wysokości mojej głowy, a za nimi dużo wyższa „dżungla”, której wiosłem nie pokonam, szczególnie że nie widać jej kresu. Trzeba zawracać 🙁

                                                                                                 Chaszczogród 😉

Płynięcie pod prąd bystrej, górskiej rzeki nie jest zbyt łatwy. Jeden raz zmuszony jestem obnieść trudne miejsce, którego nie jestem w stanie pokonać wiosłując. Dalej daję jakoś radę, to w sumie niespełna 5 km. w obie strony.

                                                                                                     Obnoszę

Moja wycieczka trwa prawie półtorej godziny, a na jej koniec kolejny bieg z kajakiem w komarowych chaszczach :-). Na biwaku okazuje się, że ludki czekają na wyjazd. Ustalono, że na spokojnie spłyniemy sobie wczorajszy , szybkościowy odcinek od Grodziska. Na początku miałem dosyć i mi się nie chciało, ale pojechałem i nie żałuję.

                                                      Fajny strój na 30 stopniowy upał ;-), no ale na pokrzywy idealny.

Przed dwunastą startujemy, a raczej spokojnie ruszamy na niespełna siedmiokilometrowe płynięcie. W większości tratwą, z możliwością fotografowania i analizowania trudniejszych miejsc, nad którymi wczoraj nie było czasu się zastanawiać. Może to i lepiej, bo byli tacy, co wczoraj w wyścigu mieli bardzo dobre wyniki, a dzisiaj kabinowali :-).

                                             Płynięcie tratwą bywa przyjemne, sporo zależy od towarzystwa 🙂

To co wczoraj w pół godziny, dzisiaj prawie trzy razy dłużej. Przyczyną tratwy i problemy w trudnych miejscach. Na szczęście nie dla każdego 🙂

                                                                                                      Po kabinie

Pozostało zrobić fotkę mostów, szczególnie że coś tam na jednym z nich przejeżdża i znowu mamy metę i bieg przez „komarową dżunglę”.

                                                                                                 Jedzie sobie

Po zniszczeniu pół miliona komarów i spożyciu posiłku regenerującego, czekamy tylko na podsumowanie naszych wysiłków i zakończenie imprezy. Okazuje się że warto było się pomęczyć, bo każda z naszych czterech osad znalazła się na pudle i to na jego najwyższym miejscu, co zaowocowało również zwycięstwem drużynowym. Super. Dziękuję.

                         Nie zrobiłem zdjęcia obłowionej drużyny, pewnie dlatego że szampana też nie miałem 🙁

Na deser było jeszcze losowanie zaproszeń do Energylandii, i tutaj szczęśliwie trzy sztuki przypadły naszym osadom, teraz tylko trzeba się jakoś zgadać na spotkanie w Zatorze 🙂 (?)

Więcej fotek z wyjazdu do zobaczenia tutaj.