2025-03-29-30 Mała Panew (883)

Koniec marca , jadę na dawno zaplanowany, organizowany, kameralny – dwu dniowy spływ ku pamięci przedwcześnie zmarłego trzynaście lat temu kolegi Rafała. Na Małej Panwi.

             W Młynie Bombelka, który będzie naszą przystanią w ten weekend melduję się po dziewiętnastej. Dziwna cisza , mało aut, z kajakiem na dachu tylko jedno. Czyżbym coś pomylił? Datę? Napotykam właściciela obiektu który wyprowadza mnie z niepewności, informując że ludzie mogą być przy ognisku za domem. No i faktycznie słyszę głosy i widzę ogień. Po drodze do miejsca z ogniem stoi kilka kamperopodobnych pojazdów w których będą mieszkać niektórzy uczestnicy. Ustawiam się i ja moim kombiakiem, tu będę miał cichutko w nocy :-). Przy ogniu kilkanaście osób, grzeją się kiełbaski i ziemniaki w sreberku. Szybko łapię się na ciepłe danie i wraz z ekipą idę pod dach, do większej ciepłej przestrzeni. Tu pełna integracja około trzydziestu uczestników, kolacja koszyczkowa i taneczna muza dla zainteresowanych, a po północy nocne Polaków rozmowy. Jak to na spływie , nocka mija mi bardzo szybko, nie marznę w kombiku choć temperatura ledwo przekracza zero stopni Celsjusza. O dziewiątej zbieramy się do spływu. Na niebie słonko , temperatura osiem stopni na plusie. Ruszamy dziś od młyna i płyniemy do Zawadzkich.

Na starcie

 

Nieco ponad czternaście kilometrów, podczas których musimy obnieść wysoki próg przy młynie Thiel, przy którym okazuje się, że mimo powszechnie panującej suszy, tutaj nie jest jeszcze tak źle i możemy za przenoską wystartować jeszcze przed mostem, co nie zawsze było możliwe ( wodowskaz w Krupskim Młynie 30 cm.). Młyn Thiel

Dalej przenoszenie przez jaz na ulicy Kilińskiego w Zawadzkich. Tutaj krótka przerwa podczas której obserwuję żabie gody. Na wielkiej ropusze siedzi mały „żabek” spychany przez innego. Trzyma się jednak mocno i nie odpuszcza. Taka sytuacja 🙂

      Ruszamy dalej. Mijamy most przy którym ostatnio kończyłem spływ, drugi most i na koniec kładka obok Zameczku  Myśliwskiego „Malepartus”. Wszystkie mosty w granicach Zawadzkich a przy kładce kończymy dzisiejszy etap. Miejsce ogniskowe obok wiat zajęte przez parkę z córką i ładnym pieskiem. Nie widzą oni jednak problemu byśmy i my skorzystali z tego miejsca. Grzejemy zatem kiełbaski i po godzinnej przerwie odjeżdżamy na miejsce noclegowe.

Duży krąg, starczy dla wszystkich

Ślad dnia pierwszego

Nie zdążyliśmy jeszcze zgłodnieć a już jest obiadek. Smaczny. Po nim zajęcia w podgrupkach, a wieczorem powtórka wczorajszego wieczoru, tańce , hulanki, swawole 😉 . Dziś odpuszczam wcześniej bo jutro trzeba kierować autem, a i nocka dziś krótsza przez co półroczną  zmianę czasu na letni. Nocka zimniejsza od poprzedniej, a może mniej trunków ? :-). Niedziela nie jest tak ładna jak sobota. Pochmurnie i rześko. Przed dziesiątą jedziemy do Krupskiego Młyna skąd dopłyniemy do naszej „oazy”.

Jest chłodno więc bez obijania się wiosłuję nie oglądając się na nikogo. Mam pomysł  by poznać z kajaka pobliski Kanał Hutniczy, jednak po dopłynięciu do młynówki kanału Bombelka, w który wszyscy wpłyną by zakończyć spływ, ja płynę dalej odbijając obok jazu w lewą odnogę, która doprowadza mnie do drugiego jazu z którego skok kończy się tym że jestem nieco zmoczony.

Rezygnuję zatem z tegorocznego poznawania kanału i płynę jeszcze kilkadziesiąt metrów do drugiego końca Bombelkowej młynówki, którą pod niewyczuwalny prąd podpływam prawie pod swoje miejsce noclegowe. Tu szybkie przebieranko, pakowanko i na obiad czekanko. Ten serwowany jest bardzo szybko i już o 13,30 ruszam w powrotną drogę do domu fotografując z mostu fragment nie poznanego jeszcze dziś kanału.

Kanał Hutniczy

Dzisiejszy etap wyniósł dziesięć kilometrów. Impreza udana choć mogłoby być już nieco cieplej zważywszy że od tygodnia mamy wiosnę 🙂

 

Ślad dnia drugiego