2023-11-04 Widawa-Odra-Zalew Prężycki (848)

 

Początek listopada, jedziemy do Wrocławia więc mimo szalejącego po Polsce cyklonu Ciaran , zabieram kajak i na Widawę 🙂

Z kilku powodów dziś zaczynam pływanie około dziesięć kilometrów dalej niż w innych latach. Po pierwsze wspomniany cyklon. Nie wiem czy pozwoli mi na spokojne pływanie po Odrze. Po drugie: myślę wpłynąć tuż za Urazem w Zalew Prężycki, którego moje wiosło nigdy nie dotknęło, a jeśli to się uda, dojdzie mi dodatkowe pięć kilometrów wiosłowania. Opłynę linię brzegową i wrócę do Urazu. Po trzecie: nie pamiętam :-).

Na wodę schodzę o dziesiątej trzydzieści pod mostem łączącym Wrocław z Krzyżanowicami przy wodowskazie wskazującym dziś 137 cm. To trzydzieści centymetrów więcej niż dobę wcześniej. Dzięki Ciaranie 😉

Nad głową mam wodowskaz 🙂

Ubrałem się jak na zimę, a tu słonko i temperatura powyżej plus dziesięć i nawet powiewający wiatr nie za bardzo mnie wychładza. Fajnie. Stan wody sprawia że prawie nie zauważam uskoku który prawie zawsze napełniał mi fartuch wodą , znowu fajnie. Po dwudziestu minutach jestem już pod mostem na DW 359 , a tuż za nim napotykam pływającego w wodzie, chyba nie w pełni dorosłego bobra 🙂

🙂

Kolejne czterdzieści minut pośród jesiennymi kolorami pokrytych liści drzew dopływam do jazu w Szymanowie który dziś muszę obnieść, co nawet trafnie udaje mi się przewidzieć. Przez wiele lat pływania tą rzeką przy różnych jej stanach wód, nauczyłem się że gdy na Widawie jest niska woda istnieje spore prawdopodobieństwo, że zastawki nie trzeba obnosić, ale dzisiejszy stan niski nie jest, a to w większości sprawia, że trzeba obnosić. Różnica poziomów to tak na oko 😉  jakieś półtora metra.

Sporo wody się dzisiaj przelewa przez zastawkę

Robię sobie tutaj przerwę na drugie śniadanko wykorzystując przepiękny listopadowy dzień, obserwując startujące tuż obok na lotnisku Szymany sportowe awionetki. Po restarcie dwadzieścia minut i jestem pod mostem Pęgowskim. Tuż za nim kolejowy a dalej powalone drzewo, lekko podgryzione przez bobra ale nie sprawiające problemu z przepłynięciem.

Takie drzewko

Samo południe a nad mijanymi kolorowymi drzewami resztki księżyca :-),  który po pół godzince doprowadza mnie do Odry.

Kolory są, księżyca (tutaj) nie widać.

Na Odrze zaskoczenie, wiatr jest ale nie przeszkadzający, a wręcz odwrotnie, co bardzo rzadko spotykane, wieje mi w plecy. Hurrra :-). Skoro tak, to raczej szybko pójdzie bez większego wysiłku. Zauważam po prawej coś wpływającego. Skręcam a to jakieś starorzecze, postanawiam je poznać. Okazuje się krótkie, bo tam i z powrotem to ledwo ponad kilometr, i wyskakujące przed dziobem pół metrowe rybki, czad :-). O trzynastej jestem ponownie na Odrze, a tam błogo, żaglówki, motorówki i inne łódki 🙂

Na przykład takie

Po godzince leniwego wiosłowanka , na horyzoncie pojawiają się wieże kościoła i ruin zamku w Urazie. Dwadzieścia minut później jestem już w szerokim przesmyku prowadzącym do Prężyckiego Zalewu. Wpływam weń, by poznać jakieś nowe wody a na przeciwległym brzegu widzę wieżę kościoła widzianego dwadzieścia minut wcześniej 🙂

Wpływam w zalew

Kółko wzdłuż linii brzegowej zalewu wynosi trzy kilometry z których kilometr doskwiera mi twarzowy wiatr, wszak zmieniłem kierunek płynięcia, jest cypelek z imprezowiczami przy ognisku, jest miejscowa plażyczka z czterema przyczepami pod łódki, bo jest ala slip. I jest mało zachęcający zapach patroszonych ryb. Raczej ten zalew nie zachęca mnie do powrotu tutaj w cieplejszych miesiącach. Choć jest kilka miejsc fajnych pod namiot, ale przypuszczam że latem może tu być tłoczno. Wracam na Odrę którą teraz pod prąd i lekki wiatr, muszę pokonać nieco ponad kilometr do portu w Urazie w którym już od godziny czekają na mnie bliskie osoby 🙂

Port Uraz

Bardzo udana wycieczka i jak się okazało, mogłem zacząć ją tam gdzie w poprzednich latach, czyli w Wilczycach a też pewnie zdążyłbym przed zmrokiem, ale wtedy byłaby raczej „wyrypa” , a tak miałem (nareszcie) spływ mocno turystyczny w zbyt ciepłym stroju :-). Za mną prawie 27 km.

Więcej fotek tutaj.