
Wykorzystując swą znajomość z życzliwymi dla turysty rowerowego właścicielami wypożyczalni kajaków Kajmar z Sulejowa i ich przychylności do mego pomysłu bym przetransportował ich kajak z najlepszego pola biwakowego nad Pilicą ( Kajmary ) do siedziby w Sulejowie w połowie rowerowej drogi z Okęcia do domu przepłynąłem się troszeczkę po Pilicy :-).
Bardzo mi zależało by móc rozruszać nieco „wiosłowe” mięśnie, bo w sobotę ( 13 września) wezmę udział w corocznym wyścigu na zalewie Sosina w Jaworznie, no a ostatnio te mięśnie pracowały 15 sierpnia. To zbyt długa pauza ;-). Tym bardziej wdzięczny jestem Joli i Marcinowi za przyjęcie mnie i przenocowanie w swoim domu (bez awizacji wizyty 😉 ), no i udostępnienie kajaka na trzy i pół godzinną wycieczkę. Ruszam przed dziesiątą, by po kilku zakrętach dopłynąć do słynnego Małpiego Mostu nad Pilicą którym odważni mogą przemieścić się ze Stobnicy do Zygmuntowa.
Nie pamiętam już ile razy w życiu przepływałem pod tym mostkiem, ale nigdy nie pokonałem go pieszo. Zachęcony przez moich dzisiejszych gospodarzy do takiego wyczynu ,postanowiłem dziś się po nim przejść. „Zaparkowałem” kajak na prawym brzegu i udałem się najpierw przez krótszy i bardziej stabilny mostek znajdujący się nad pilickim starorzeczem do pomnika pamięci ofiar drugiej wojny światowej w Zygmuntowie, po czym wróciłem nad Pilicę przechadzając się po małpim w obie strony. Ciekawe odczucie. Wygląda to gorzej niż jest w rzeczywistości.
Po zażyciu niewątpliwej dawki adrenaliny ;-), ruszam dalej na spokojne i płytkie zarazem wody Pilicy. Wodowskaz w Przedborzu (około dwadzieścia kilometrów wcześniej) pokazuje dzisiaj 187 cm. Na wodzie dosyć pusto, środek tygodnia i już po wakacjach. Około półmetka mijam grupkę która razem ze mną została przywieziona na start, ale przez moją „małpią przygodę” troszkę mnie wyprzedzili. Teraz wyprzedzam ich ja i w samo południe mijam ujście Czarnej Koneckiej (Malenieckiej) licząc że może teraz będzie nieco łatwiej wiosłować.
Ujście Czarnej
Nie było łatwiej, ale trzeba dopłynąć do roweru 😉 . Kikanaście minut i na brzegu dwa żurawie. Blisko, ale tak szybko się oddalają wydając swoje specyficzne odgłosy, że ledwo zdążyłem zrobić zdjęcia odlatującej parze.
Odleciały
Mijam kilka przystani i wypożyczalni kajakowych, dzisiaj mimo ładnej pogody całkiem opustoszałych jak widać niżej.
Przed trzynastą ukazuje mi się remontowana wieża Sulejowskiego kościoła naprzeciw którego czeka na mnie mój rower 🙂 . Dopływam i idę 250 metrów do bazy by szybko ruszyć rowerem dalej w stronę domu.
Dziękując jeszcze raz Joli i Marcinowi za umożliwienie popływania poniżej wstawiam ślad dzisiejszego spaceru.




