
Po wczorajszej wycieczce Żelaznym Szlakiem Rowerowym i noclegu w gościnnej i przyjaznej położonej nad wodami rozlewisk miejscowej rzeczki Szotkówki w zacisznym i klimatycznym miejscu ukrytym niby na obrzeżach ale jednak w mieście Jastrzębie Zdrój na Przystani Szymańcówka z rana przyszło mi się szybko zbierać by poznać owe rozlewiska nim przybędą tabuny kajakarzy na spływ Szotkówką…
O dziewiątej idę na nową dla mnie wodę i nie zatrzymuję się na proponowaną przez Gospodarza obiektu poranną kawkę bojąc się, że po opłynięciu rozlewisk, gdy ruszę na Szotkówkę, będę musiał wyprzedzać ludzi umówionych na spływ na godzinę dziesiątą, co na tej wąskiej rzece może być trudne. Pozostawiam jednak na brzegu przedstawicielkę (moją zonę)upoważnioną do przyswojenia kawy, nawet tej mojej ;-). Nad brzegiem robimy sobie pamiątkową fotę z właścicielem tego przyjaznego miejsca – Marcinem no i schodzę na wodę.
Ja przy Marcinie mały człowieczek 🙂
Zanosi się na gorący dzień dlatego czym prędzej na wodę. Najpierw w prawo, tam gdzie mieszka łabędź z nie najlepszą reputacją. Dość szybko go spotykam, omijamy się z daleka i starając się trzymać prawego brzegu, co nie jest zbyt łatwe, bo dużo wędkarzy, powoli dopływam do przewężenia za którym znajduje się drugie, nieco mniejsze rozlewisko, a z niego ponad stu metrowym kanałem dopływam na trzecie rozlewisko. Z niego dojrzeć można biegnącą nie opodal na wzniesieniu Autostradę Bursztynową A1 po jednej stronie, a typowy dla tych okolic widok szybu górniczego JSW po drugiej. Stąd (gdyby znalazł wpływ Szotkówki) teoretycznie można by po niespełna trzech kilometrach kontynuowania wędrówki „pod prąd” dotrzeć do Zalewu Połomskiego, no ale praktycznie to nie przy obecnych poziomach wody. Zawracam zatem i mijając po kolei pokonane wcześniej wody , po trzech i pół kilometrze wpływam wreszcie w Szotkówkę 🙂
Zaczyna się Szotkówka
Na początku wąziutko, tak na szerokość wiosła, ale woda czysta w której dostrzegam różne rybki i przede wszystkim z wystarczającą głębokością dla kajaka. Jest fajnie. Po dwóch kilometrach do Szotkówki wpływa Ruptawka, i wygląda że można by ją poznać, ale przy samym ujściu trochę płytko i kamieniście. Trę dnem więc odpuszczam poznawanie Ruptawki pod prąd. Po nawrocie od razu most – Zielony Most po którym wczoraj jechaliśmy rowerami. Przed nim znak ostrzegawczy mówiący że: ” rzeka płytka, sprawdź poziom wody”. No nie sprawdziłem więc dotknie mnie namacalnie przeczytane ostrzeżenie 🙁
Zielony Most
Zaczyna się las, bardziej nad głową niż w rzece, ale płycizny doskwierają. Brakuje dosłownie z 15 – 20 cm. wody by płynęło się całkiem spoko. I tak przez dwa kilometry, do pierwszego nadrzecznego miejsca, oznakowanego nazwą i kilometrażem. To Szotkowice. Dalej jako tako, po pół godzinie pierwsze i jedyne drzewo które trzeba przeskoczyć, jak się uda na nie wskoczyć. Mnie się udało 😉
Dalej bardziej płytko i co mało fajne, chyba w okolicy było kiedyś kilka zakładów wulkanizacyjnych których właściciele nie wiedzieli jak i gdzie można pozbyć się zużytych opon w zgodzie z ekologią :-(. Pojawia się kolejne znaki ostrzegawczo informacyjny. Ten ostrzegawczy średnio aktualny, bo mówi o tym że przez następne dwa kilometry będzie odcinek zwałkowy, a bardziej zwałkowo było raczej wcześniej niż za tym znakiem. Ten informacyjny mówi że jestem w niejakim Głęboczu pod mostem w ciągu ulicy Sobieskiego. Ja nie znajduję w okolicy miejscowości Głębocz , jest za to miejscowość Gołkowice a w niej wodowskaz wskazujący dzisiaj stan 114 cm, czyli jeśli kiedyś wskaże 130 cm, będzie zdecydowanie fajniej się płynęło. Ale póki co trzeba się pomęczyć. Po kwadransie kolejne ostrzeżenie o niespławnym progu. Tuż przed nim znak informacyjny o dziesięciometrowej przenosce. Nie widzę fajnego miejsca do wyjścia i zejścia w odstępie dziesięciu metrów. Generalnie sam próg to taki raczej bałagan z usypanych kamoli i drzew z rynną przepławkową po której można spróbować spłynąć. Waham się chwilę widząc jak pod koniec rynny o coś rozbija się woda, ale słyszałem że można tędy spływać. Ruszam. Pod koniec około sześcio, może ośmio metrowej rynny coś mnie przyhamowuje przez co tracę szybkość dzięki czemu spływam z rynny na sucho, nawet nie nabieram wody w fartuch. Żałuję że nie nagrałem tego zjazdu 🙁
Po kwadransie kolejny most już w Godowie, mieście narodzin Śp. Franciszka Pieczki w 1928 roku. Tu tabliczki informujące o płyciznach na najbliższym półtora kilometrze, i trzech niskich prożkach w ciągu trzystu metrów. Boję się co to teraz będzie i słusznie, bo dno mojego kajaczka cierpi w kontakcie z kamienistym dnem rzeki :-(. Na szczęście jeszcze tylko kwadrans, ujście Leśnicy i jest ujście do Olzy. Ufff.
Poznałem blisko piętnaście kilometrów nowych wód, wpływam na wodę już znaną, choć słabo pamiętaną bo ostatnio spłyniętą w 2008 roku. Kilkadziesiąt metrów za ujściem Szotkówki prożek, dosyć niski ale za mim nieźle się kotłuje woda, nie decyduję się na skok, obnoszę, zresztą i tak pora rozprostować kości i nie tylko ;-). 
Prożek na Olzie
Jak się okazało i na Olzie nie ma zbyt wiele wody, to znaczy wody jest dość sporo, ale głębokość jest niska. Nawet tutaj zdarza się przyhaczyć wiosłem, a nawet kajakiem o kamieniste dno rzeki. Po dwudziestu pięciu minutach dopływam do dużego bystrza z wieloma wystającymi kamieniami pokaźnych rozmiarów. Może i spływalne, ale nie dla mnie i nie dziś. Obniosę sobie to miejsce.
Takie bystrze
Dziesięć minut później most w czeskiej miejscowości Věrňovice pod którym próg wymagający obnoszenia. Przed nim sporo namiotów i biwakowiczów. W końcu gorący weekend trwa. Za przenoską widzę wodowskaz który dziś wskazuje 70 cm. Dalej mijam kilka przyjemnych bystrzy, most autostrady A1 i w końcu po czterdziestu minutach pojawia mi się na horyzoncie most znajdujący się już nad Odrą, około sześćset metrów za ujściem Olzy do Odry. Doganiam kilkanaście kajaków kończących akurat spływ meandrami Odry. Pora bym skończył i ja. Akurat na moście czeka już na mnie żona robiąc mi kilka fotek.
Dopływam do mety
spotykając znajomego kajakarza obsługującego kajakarzy z meandrów. Nie ma czasu na pogadanki. Podjeżdża transportowiec więc załadunek i można wracać do domu. To była dobra niedziela :-).
Mapka dzisiejszej wycieczki.
Więcej fotek poniżej


























