2017-09-30-10-01 Nida ze starorzeczem

Niespodziewanie przyszła do nas jesień, ale na ten weekend wreszcie ma być  „złota polska”, więc żal by było siedzieć w domu. Chętni na wyjazd są, tylko gdzie tu jeszcze nie byliśmy w tym roku? Wiem – Nida 😉

Wieczorem dojeżdżamy w znane nam miejsce, przy progu w Motkowicach. Robi się coraz chłodniej, a nad głową nie zliczona ilość gwiazd i połowa księżyca. Chwila na ognisko bez ogniska 😉 i tuż po północy idziemy spać. Poranek rześki choć z pięknym słońcem, działającym na nas coraz bardziej korzystnie. Śniadanko, mokry namiot chowany do wora no i w drogę…

                                                                                          w Motkowicach

Ja (praktycznie) tradycyjnie kajakiem w stronę Pińczowa, rowerzyści zmieniają kierunek wybierając Chęciny. Słonko przygrzewa coraz mocniej i przyjemniej, ale wiatr i zimna woda, nie pozwalają czuć się komfortowo. Z tego powodu, jak również z powodu podwyższonego poziomu rzeki (wodowskaz Pińczów 204 cm.) , obnoszę dzisiaj wszystkie napotkane przeszkody – czyli jedno bystrze i dwa progi.

                                                                                                   bystrze

                                                                   próg 150 metrów za wcześniejszym bystrzem

Poziom wody sprawia że dosyć szybko dopływam do kolejnego, oddalonego o cztery kilometry progu. Ten w sumie można by spłynąć, ale byłbym po takim „wyczynie” z pewnością mokry, a tego dzisiaj nie chcę. Obnoszę i płynę dalej.

                                                                                   ostatnia przeszkoda na Nidzie

Mija kolejne trzy i pół kilometra i z prawej wpływa do Nidy Mierzawa, muszę zatem czujniej przyglądać się lewemu brzegowi, bo postanowiłem w tym roku przepłynąć przez miasto starorzeczem Nidy. Wysiadam z kajaka po 1300 metrach, czyli jak się okazało, o dwieście metrów za wcześnie. Te metry pokonuję maszerując wałem wzdłuż brzegu rzeki, ciągnąc za sobą kajak i docierając w końcu do miejsca odpływu wód starorzecza od głównego nurtu Nidy. Wydaje mi się zbyt płytko, ale mam nadzieję, że to się zmieni i da się dopłynąć do miasta starorzeczem.

                                                                            tak zaczyna się starorzecze Nidy

Udaje się popłynąć, a po dwóch kilometrach dopłynąć do wysepki, przed którą na lewym brzegu znajduje się Klub Wodny Kon-Tiki , a za którą również na lewym, zabudowania MOSiR-u z kąpieliskiem Pińczów. Ładnie.

                                                                                                        Kąpielisko

Pół kilometra za kąpieliskiem  kończy się zalew , trzeba przenieść kajak przez ulicę Legionistów (100 metrów) i tam pomiędzy ogródkami działkowymi wypływa szeroka na trzy metry, rzeczka. Schodzę i odpływam.

                                                                                       Starorzecze Nidy

Siedemset metrów dalej dopływam do grobli dzielącą starorzecze będącą jednocześnie dróżką łączącą pobliskie zabudowania z  pińczowskim sklepem znanej ogólnopolskiej marki w kropki 😉 . Przenoszę kajak.

                                                                Ostatni (dla mnie) fragment starorzecza

Za groblą, płynę jeszcze półtora kilometra i wąską stróżką przepycham się do brzegu z którego mam zamiar przerzucić się na ostatnią część starorzecza. Ta jednak okazuje się być nie dostępna. Widzę tylko szuwary. Idę zatem w stronę Nidy, którą odnajduję już po dwustu metrach. Przerwa na popas i płynę w kierunku Chroberza.

                                                                               taki sobie prom po drodze

Chroberski kościół pojawia się na horyzoncie tuż przed siedemnastą, dopływam do naszego stałego miejsca biwakowego i czekam na kompanów podróży. Przyjeżdżają po pół godzince z wypełnionym prawie po dach transportowcem. Wypełnienie to drewno na ognisko. Ogień musi być, bo jest też kurczak 🙂

                                                                                rozpala się ogień powoli 🙂

Dni teraz krótsze, noce dłuższe, także znowu chwile po północy idziemy spać, a rano budzi nas słońce roztapiające ślady nocnego przymrozka pokrywającego jeszcze auto i trawę wokół namiotu 🙂

                                                                                   nieźle przymroziło 🙂

Dzień zaczyna się tak samo ładnie jak wczoraj więc o dziesiątej odpływam. Po drodze żadnych przeszkód, dwa razy wpływam w wąskie skrótowe przesmyki, i po stu 😉 zakrętach i niespełna trzech godzinach dopływam do Wiślicy. Tutaj kończymy ten ładny weekend. 🙂

                                                                                     już blisko do Wiślicy

Więcej o tym weekendzie tutaj.

Krótkie migawki z trudniejszych (i nie tylko) miejsc na filmiku: